Nieskończony Fellini

Być może najgenialniejszy film Felliniego nigdy nie powstał. Po sukcesie Osiem i pół i Giulietty od duchów, włoski reżyser przystąpił do pisania najbardziej frapującego scenariusza w swojej karierze. Podróż G. Mastorny stanowić miała pełną wątków kafkowskich reinterpretację Boskiej komedii. Dantejskie zaświaty w swoim idealnym porządku stanowiły nazbyt wierne odbicie stosunków ziemskich. Zdaniem Felliniego, jeśli życie po życiu ma być de facto powtórzeniem życia, nie przedstawia żadnej wartości. Dlatego w swojej wizji zawiesza pretensje do ostatecznych wyroków i wymierzenia sprawiedliwości. W miejsce ładu wprowadza absurd. Pewność zastępuje wieloznaczność, zagubienie. Podniosłość – powszedniość.

Tytułowy bohater to utalentowany wiolonczelista. W drodze na koncert we Florencji jego samolot musi awaryjnie lądować – wprost przed katedrą kolońską, która przypomina też mediolańską. W hotelu, gdzie go zakwaterowano, nie może nawiązać kontaktu ze światem. Telefon nie działa, bo pracownik akurat akompaniuje gościom na pianinie. Z każdą kolejną sceną wzbiera poczucie absurdu. Boj hotelowy ginie w tłumie z wiolonczelą, otoczony przez wznoszące się na kornetach zakonnice, ludzie mówią w obcych językach, które niczego nie przypominają, paszport nie jest honorowany, bo bohater musi dostarczyć pewniejszego gwaranta swojej tożsamości. A ta coraz bardziej się rozmywa. Pojawiają się dawno umarłe postaci z dzieciństwa, w domu Mastorny mieszkają już obcy ludzie, a miasto, którego nazwy próżno szukać, stanowi kolaż europejskich stolic.

LE VOYAGE DE G. MASTORNA -
Fot. Vincent Pontet

Nad filmem od początku ciążyło fatum. Zbudowano kosztowne scenografie na miarę monstrualnej wyobraźni Felliniego, zaczęto próbne zdjęcia, ale film nigdy nie powstał. W przeddzień pierwszego klapsa reżysera dopadła nagła choroba. Odczytał ją jako omen. W tej opinii utwierdził go turyński jasnowidz, Gustavo Rol: trzeba uszanować misterium śmierci. Po nagłej śmierci wieloletniego przyjaciela i psychoanalityka, Ernsta Bernharda, Fellini stał się wręcz chorobliwie przesądny. Co i rusz wyrastały nowe przeszkody. Życie powtórzyło w pełni scenariusz Osiem i pół. Ekipa filmowa jest na planie, scenografie zbudowane, aktorzy są na swoich miejscach, tylko reżyser nie jest w stanie poprowadzić dalej filmu. W końcu rozwiązano umowę z producentem, co się wiązało dla reżysera z ogromnym zadłużeniem. Kolejne filmy we współpracy z neapolitańskim producentem, Alberto Grimaldim będą już inne – osadzone w kostiumie historycznym, skromniejsze w środkach.

Jednak tak samo jak nie będzie w stanie nakręcić filmu, Fellini nie będzie też mógł całkowicie porzucić projektu. Przez kolejne lata będzie doń wracał, modyfikował, poprawiał. I za każdym razem razem, gdy się nadarzy okazja, by go zrealizować, pod wpływem złych przeczuć będzie go porzucał. Ostatnią próbę podejmie jeszcze w 1992 roku, na rok przed śmiercią. Razem z grafikiem Milo Manarą przygotuje komiks w odcinkach. Przez pomyłkę na końcu pierwszego z nich, zamiast „ciąg dalszy nastąpi”, w druku pojawi się „koniec”. Fellini odczyta to jako ostateczny znak. Kolejne zaplanowane części już się nie ukarzą.

visuel01-actualites-unjamesbondmetaphysique
Fot. Vincent Pontet

Zachowało się mnóstwo materiałów związanych z niezrealizowanym filmem, poczynając od szkiców scenariusza, dzienników reżysera, dokumentacji studia, aż po komiks. Powstał nawet film dokumentalny z planu, który jest cennym źródłem. O historii scenariusza i przyczynach niepowodzenia powstały liczne publikacje. Francuska reżyserka, Marie Rémond postanowiła przenieść go na deski Comédie Française. W przedstawieniu przeplatają się dwa plany: opowieść o zmaganiach reżysera i sama fabuła filmu. Obserwujemy mistrza przy próbach z aktorami. Poprawia im kostiumy, planuje ujęcia, kłóci się z ekipą techniczną, dopowiada sceny, których teraz nie będą ćwiczyć, tłumaczy metafory. I co rusz przerywa wszystko. Kafkowskie perypetie bohatera walczącego z absurdem przeplatają się niemocą reżysera.

LE VOYAGE DE G. MASTORNA -
Fot. Vincent Pontet

Całość opowiedziana jest bardzo prostymi środkami. Rekwizyty pomagają wyobrazić sobie kontekst historii. Widzimy zaplecze charakteryzatorni, aktorzy przy nas przebierają się, pudrują, zmieniają peruki. Nie bez znaczenia jest sama architektura teatru. Spektakl wystawiono na scenie Vieux-Colombier w 6. dzielnicy. Scena znajduje się po środku sali, pomiędzy dwoma lustrzanymi widowniami. Bliźniacza widownia staje się w ten sposób częścią scenografii. Aktorzy muszą grać na dwie strony, co sprawia, że mamy dwa różne spektakle w zależności od zajmowanego miejsca.

Teatr pozwala uwolnić się od dosłowności. Przemilczeć detale. Sprzyja temu co niedopowiedziane, niewypełnione, pozostawione wyobraźni widza. Czy można pomyśleć lepsze miejsce dla opowiedzenia o niezrealizowanym filmie Felliniego? De facto, nie-zrealizować go na deskach sceny? Bez wątpienia to jeden z lepszych spektakli, które w ostatnich latach widziałem. Inteligentny, miejscami komiczny, o niebanalnej psychologii, a ostatecznie głęboko metafizyczny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s