Demokracja i wyrok na Jezusa

Od paru lat, w okolicach Wielkiego Tygodnia w chrześcijańskiej części internetu można się natknąć na powracające (w różnych wariantach) hasło: Pan Jezus demokratycznie na śmierć skazany. Razi ono na kilku poziomach.

Po pierwsze, od strony faktograficznej mija się z prawdą, a w najlepszym wypadku ją mocno nagina. Ani procedury sądowe rzymskiego okupanta, ani wewnętrzne religijne prawo żydowskie, w świetle których Jezus został na śmierć skazany, nie miały nic wspólnego z demokracją. Wystarczy zajrzeć do dowolnego opracowania historycznego oraz zapoznać się z definicją słowa „demokracja”. Wydaje się jednak, że twórcy owego rzutkiego hasła nie idą aż tak daleko, by komentować procedury sądowe, a jedynie odnoszą się do udzielenia prawa łaski Barabaszowi w miejsce Jezusa. Jeśli tak, jest to ogromny skrót myślowy. Na tej zasadzie za główną instytucję demokracji należałoby uznać głosowanie w telewizyjnych konkursach talentów. Śmiem twierdzić, że doktryna demokracji jest nieco bardziej zaawansowana i subtelna.

Po drugie, od strony teologicznej to zdanie niepokoi z dwóch powodów. Najpierw sugeruje, że powodem śmierci Jezusa jest jakaś instytucja, procedura, a nie osobista wina człowieka – każdego miejsca i każdego czasu. Następnie zakłada, że śmierć ta jest nieuchronnym skutkiem takiego, a nie innego ludzkiego działania. Ewangelie, szczególnie Janowa, bardzo mocno podkreślają świadomy wybór Jezusa, żeby oddać życie za człowieka.  „Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca.” (J 10,18) Chrystus nie jest bezwolnym pionkiem w trybach świata. Umiera nie tyle „ponieważ”, ale „dlatego” – z miłości.

Po trzecie, co tłumaczy poprzednie punkty, a jednocześnie najbardziej boli, to instrumentalne potraktowanie Objawienia. I to nie byle jakiej jego części, ale najistotniejszego punktu naszej wiary – o zbawczej męce Chrystusa. Mam wrażenie, że autorom tego hasła wcale nie chodzi o (naiwnie przeze mnie rekonstruowane): historię czy teologię, a jedynie o pewną prywatną opinię o samej demokracji, przystrojoną w argument odwołujący się do religii. W gruncie rzeczy Bóg zostaje potraktowany przedmiotowo jako argument w doczesnym sporze. Nieładnie to wygląda.

Zostawmy jednak na chwilę samo hasło, a zajmijmy się jego interesem. Rozumiem, że chodzi o zawarcie w „błyskotliwej” formie przekonania, że demokracji nie da się pogodzić z chrześcijaństwem albo przynajmniej, że nie zawsze im po drodze. Na to po pierwsze trzeba odpowiedzieć, że chrześcijaństwa nie można zrównać z żadnym konkretnym programem politycznym. Owszem, ewangelia nakłada pewne przykazania moralne, wartości, niezmienniki, drogowskazy. Dotyczą one również życia społecznego i w tym sensie zgadzają się lub wchodzą w konflikt z różnymi projektami ekonomicznymi, społecznymi i politycznymi. W związku z tym niektóre systemy będą nie do pogodzenia z  chrześcijaństwem, inne – w różnym stopniu z nim zgodne. Wydaje się jednak, że nie powstał ani nie powstanie żaden projekt społeczny, który w stu procentach realizowałby maksymalizm moralny ewangelii. Sprzeczność? Ani trochę – po prostu skutek grzechu pierworodnego. W tym sensie ewangelia, nie żeniąc się z żadną doktryną, krytycznie każdą ocenia, a w określonych punktach i w danym kontekście pozwala przebyć z nimi kawałek drogi.

Jeśli zatem autorzy tego hasła chcą powiedzieć tyle, że nie istnieje żaden ustrój polityczny, w tym demokracja, który w stu procentach zgadzałby się z Ewangelią, podpisuję się pod tym. Jeśli zdroworozsądkowo ostrzegają, że żaden stworzony przez człowieka system nie gwarantuje sam z siebie, automatycznie wyboru dobra, szacunku dla prawdy i wprowadzania sprawiedliwości, zgadzam się.

Tyle tylko, że na tym sprawa się nie kończy. Pytanie: co dalej? Jeśli wniosek jest tylko taki, że wobec tego trzeba być czujnym, pilnować demokracji, by nie przerodziła się w karykaturę, ponownie trudno się nie zgodzić. Jeśli jednak konkluzja idzie dalej i od argumentu: „Demokracja skazała na śmierć Jezusa” ktoś chce przejść do postulatu: zatem znieśmy demokrację (lub w bardziej zakamuflowanej formie: wolno ją systematycznie naginać, łamać), wówczas pytam: Czym zatem chcesz ją zastąpić? Zgodziłem się z Tobą, że demokracja nie jest w pełni ewangeliczna (jak każdym system, jaki znam – nieewangeliczny jest na pierwszym miejscu sam podmiot demokracji – człowiek). Co proponujesz w zamian? Cokolwiek odpowiesz, podlega dokładnie temu samemu trybunałowi ewangelii. Zobaczymy, z jakim skutkiem – jestem otwarty. Jeśli natomiast nic mi nie proponujesz lub nie chcesz tego zdradzić, już się nie oburzam. Zaczynam się lękać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s