Nie-czas, nie-miejsce

Nie piszę pamiętników. Parę razy zaczynałem, ale równie szybko traciłem wenę. Bo niby do kogo miałbym pisać? Dialog wewnętrzny prowadzę bez pomocy papieru i pióra. Pisać do domniemanych (pośmiertnych) czytelników? To mi dryfuje za blisko hipokryzji. Każde zdanie trzeba wówczas cyzelować. Pisać szczerze, ale tak – żeby się z odpowiedniej strony pokazać (nie piszę, że dobrej, bo może akurat wobec wygórowanych oczekiwań i wyidealizowanego portretu, miałbym ochotę pokazać raz na dobre swoje półcienie, wątpliwości, grzechy).

Dzisiaj natomiast, próbując znaleźć konkretną informację sprzed paru lat, trafiłem na strumień maili z ostatnich 10 lat. I zagrzebałem się w nim. W międzyczasie słońce zdążyło schować się za sąsiednim budynkiem, Paryż ogarnęły ciemności, a ja zapadłem się w równie ciemną toń, tracąc jakikolwiek punkt styczności z rzeczywistością. Maile stanowiły całkiem przypadkowy zbiór – wywołany paroma słowami-kluczami. Osobista korespondencja z przyjaciółmi mieszała się z ogłoszeniami, plan wyjazdu na ferie z komentarzami promotora pracy magisterskiej, podania urzędowe – z życzeniami świątecznymi od zapomnianych znajomych.

Wróciły dawno wygaszone emocje. Znowu bulwersowałem się, śmiałem, płakałem, bałem, wahałem. Próbowałem odtworzyć brakujące ogniwa – pytanie, na które odpowiadałem, odpowiedzi, których mi udzielono. Czasem przemykał przez nie wymazany z pamięci bohater, którego twarzy nijak odnaleźć nie mogłem. Kto był „nim” i „nią” w trzecim akapicie? Dlaczego wtedy odmówiłem na zaproszenie? Czy to było przed czy po tym jak…?

Na dobrą godzinę przefrunąłem przez przeszłe stany świadomości. Gdy oderwałem oczy od ekranu, musiałem się dobrze zastanowić, gdzie właściwie teraz jestem. W Warszawie, Krakowie, Poznaniu? Styczeń to czy październik? Którego roku? Czy jestem teraz u siebie, czy tylko przejazdem, bo mieszkam gdzie indziej? Śpię w swoim łóżku czy tylko goszczę na tydzień, dwa, miesiąc…?

Jeśli ktoś kiedyś będzie chciał mnie odnaleźć, niech nie szuka dzienników. Zapewne nigdy już ich prowadzić nie będę. Ale obiecuję sobie i każdemu, że nie będę kasował bezładu maili istotnych i przypadkowych. Tam siebie odnalazłem. Równie istotny, co przypadkowy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s