Komu w drogę…

Jutro wyruszam na camino. Z pewnym zawstydzeniem stwierdzam, że nie mam nic świeżego do napisania, czego nie napisałbym już w zeszłym roku i dwa lata temu: to samo zaskoczenie, podniecenie i nerwowe niedowierzanie. Przebieganie w myślach wzdłuż i wszerz spraw niedopiętych, by wyłowić te, które załatwić koniecznie trzeba przed podróżą i te, które poczekają do powrotu. To dziwne, ale z każdym rokiem przekonuję się, że ile bym nie zaplanował i nie poukładał, w końcu w ostatniej chwili i tak wyskoczy znikąd tyle nagłych spraw do ogarnięcia, że nigdy nie mogę zamknąć życia przed podróżą. Czeka na mnie napoczęte, rozebrane, rozrzucone jak smutne pies na właściciela.

Te same myśli, te same wątpliwości, rytuały, a przecież powinno być choć trochę inaczej. Przecież ja już nie ten sam. I droga inna każdego roku przecina świat coraz bardziej sobie obcy. Tyle się zmieniło od zeszłego roku i czasem potrzeba niemało cnoty uważności i wielkoduszności, by dostrzec, że nie wszystko w nim wariacko pędzi ku głupocie i zatraceniu. Że gdzieś poniżej hałaśliwego zła i oślepiającej pychy, cichutko rośnie sobie wcale nie małe, choć pokorniutkie dobro.

W tym roku ruszam drogą północną – od granicy francuskiej. I być może ten pierwszy krok, przez granicę będzie najważniejszym i naznaczy całą drogę. Wbrew murom i podziałom, które, nawet jeśli ich nie budujemy, to tolerujemy ku własnej zgubie.

IMG_1849

Osiemset kilometrów… Wydaje się sporo. Podstawowa zasada to jednak: nie liczyć. Być z każdym kilometrem, uhonorować każde pół metra stopami. Może na końcu czeka mnie ten ostatni, przed grobem św. Jakuba, a może słabość i niespodziewane  okoliczności zatrzymają po drodze. Tak też będzie dobrze. Coś czuję, że w tym roku drugim ważnym słowem tej pielgrzymki będzie pokora – zobaczymy, w czym się objawi.

Z każdym rokiem niby powinno być więcej doświadczenia i rzeczywiście, pragmatycznie rzecz ujmując, co rokum lepiej przygotowany. Egzystencjalnie jednak do każdej kolejnej pielgrzymki podchodzę coraz to bardziej nieśmiało. Jakby ciężej było stawić kolejny krok. W pewnym sensie jest ciężej, bo z roku na rok mój pielgrzymi notes z intencjami cięższy. W tym roku również chcę zabrać Was ze sobą. Możecie przekazać mi swoje intencje przez niniejszy formularz.

Podobnie jak dwa lata temu znaczące są daty wyjścia i (oby!) dojścia. Wyprawia mnie w drogę Maria Magdalena, a przyjmuje Maryja Wniebowzięta (patronka naszych pierwszych ślubów). Ta ich czuła i delikatna obecność będzie zatem trzecim motywem tegorocznej drogi. Do zobaczenia! Ulteïa!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s