Vive la France!

Pozdrawiam ze świętującej Francji. Dla statystycznego Polaka to przede wszystkim rocznica zburzenia Bastylii, wydarzenia tyleż symbolicznego, co, jak w większości symboli, kontrowersyjnego historycznie. Jednak statystyczny Francuz w tym dniu nie wdaje się w rozważania historyczne. To nie jest święto Wielkiej Rewolucji ani nawet zwycięstwa idei oświeceniowych, ale święto Francji i Francuzów. A jak święto, to trzeba się bawić!

Bardziej wnikliwi z pewnością zwrócą uwagę na obchody centralne: w trzech etapach. Po pierwsze wielka defilada wojskowa na Polach Elizejskich. Co roku występuje w niej gość specjalny – reprezentacja wojskowa sojuszniczego kraju. W tym roku, w stulecie udziału Amerykanów w Wielkiej Wojnie, to miejsce zajmą Stany Zjednoczone. Obok Emanuela Macrona na trybunie honorowej zajmie miejsce Donald Trump, a to już wystarczający powód, by zwrócić nań uwagę agencji informacyjnych z całego świata. Warto jednak zauważyć, w jaki kontekst Francuzi postanowili wpisać wizytę, powiedzmy delikatnie, nieszczególnie lubianej głowy kochanego miłością wykalkulowaną, ale bez żaru, sąsiada zza Atlantyku. Donald Trump stanie zatem na trybunie jako kolejny z wielu corocznych gości (wszak świętowaniem chcemy się dzielić), aby uhonorować amerykańską pomoc w czasie pierwszej (i domyślnie drugiej) wojny światowej. Defiladę otworzą goście, natomiast zamkną paryscy strażacy (do których jeszcze powrócimy).

Po drugie, koncert na Polach Marsowych. Co roku zaproszenie przyjmują największe gwiazdy operowe. Z reguły te, które gościły w ostatnim roku na scenach Paryża i zdołały już zdobyć serca Paryżan. W tym roku wystąpią: Diana Damrau, Nadine Sierra, Anita Rachvelishvili, Bryan Hymel i Ludovic Tezier. Orkiestrę poprowadzi Valery Gergiev. Zgodnie z tradycją zakończy go Marsylianka.

W końcu to na co wszyscy czekają, czyli półgodzinny pokaz sztucznych ogni połączony z muzyką i projekcjami świetlnymi. Nie trzeba chyba dodawać, że tego wieczora stoliki w restauracjach wycenia się w zależności od widoczności pokazu fajerwerków.

Jednak to wszystko to obchody centralne, a na nich świętowanie się wcale nie kończy. Dla statystycznego Francuza ma ono przede wszystkim wymiar bardzo lokalny. W ostatnich dniach jeździłem sporo po prowincji i miałem okazję przyjrzeć się przygotowaniom w różnych miasteczkach. Na 14 lipca, ale też na jego wigilię i następny dzień przygotowano koncerty, jarmarki, przyjęcia na rynkach i inne atrakcje stosownie do lokalnych tradycji. Obowiązkowym ich elementem jest bal w remizie strażackiej. Pod tym względem Paryż nie różni się niczym od prowincji.

Świętować święto narodowe w remizie? Może brzmieć dziwnie, ale ważne że z sąsiadami, rodziną i całą lokalną wspólnotą. W końcu nie żyjemy wyłącznie wśród ludzi, których byśmy sobie sami dobrali. I o przypomnienie tego chyba najbardziej w świętowaniu 14 lipca chodzi. Jeśli tak postawić sprawę, viva la France!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s