Belville

Spacerując dziś ulicami Belville, można co najwyżej z ironią pomyśleć o nazwie dzielnicy: piękne miasto. W oczy rzuca się raczej szpetota, zaniedbanie i ogólnie panujący bałagan. Jednak na wnikliwego i wytrwałego flanera czeka tu sporo atrakcji, ukrytych przed wścibskimi oczami podróżnych, a czasem i samych mieszkańców.

Belville warto poświęcić chwilę uwagi choćby ze względu na jego pełną metamorfoz historię. Pierwszą osadę, Savies (od: terre sauvage – dzika ziemia) datuje się na czasy karolińskie. Jej miejsce w kolejnych wiekach zajęło Poitronville, które z czasem zaczęto nazywać Belleville. Położone na stoku, pomiędzy wzgórzami Buttes-Chaumont i Buttes de Beauregard stanowiło idealny teren pod winnice i inne uprawy. Świeże powietrze i przepiękne widoki zapracowały na chlubną nazwę. Dziś po winnicach pozostał jedynie charakterystyczny układ niektórych ulic oraz nieraz ich nazwy.

Stopniowo osada zstępowała w stronę Paryża, aż doszła do jego murów. Nowe domy zajmowali różnej maści rzemieślnicy, robotnicy, kramarze. Podobnie jak w przypadku sąsiednich dzielnic, potencjał Belleville tkwił w zwolnieniu z opłat celnych, szczególnie na wino. Stąd rozwijały się szynki i inne domy rozkoszy, gdzie Paryżanie spędzali niedziele, nadrabiając tygodniowe zaległości za pół ceny. W latach 1815-1860 ludność miasteczka powiększyła się 20-krotnie. Przed włączeniem do Paryża było ono 13. największym miastem Francji.

Ciąg dalszy tej historii jest dość stereotypowy: reforma Haussmanna, włączenie dawnej osady do miasta, podniesienie podatków i kosztów życia, powolna urbanizacja… Belleville wyróżnia się z dwóch powodów. Po pierwsze, pierwotnie jego mieszkańcy specjalnie nie protestowali przeciw reformie, w odróżnieniu od ich sąsiadów. Szybko jednak musieli zderzyć się z ponurą rzeczywistością. Nie chodzi tu tylko o podniesienie kosztów życia. W sposób bezprecedensowy Belleville nie zostało włączone do jednej z nowych dzielnic w całości, ale zostało podzielone pomiędzy 19. i 20. I to jak! Wzdłuż głównej arterii. Trudno pomyśleć większy policzek w dumę mieszkańców. Nie był to zresztą przypadek ani pomyłka. Baron Haussmann chciał w ten sposób osłabić buńczuczną lokalną społeczność. Dziewiętnasty wiek znał dość rewolucji. Prewencja polityczna była jednym z wymiarów reformy miejskiej.

Szybko miejsce dawnych mieszkańców zajęli nowi. Starych nie było stać na mieszkanie w nowych warunkach – za tę samą pensję, ale paryskie ceny. Pustkę po nich zajęli wysiedleni mieszkańcy starego Paryża, w którym pomysłowy Baron wyburzał na potęgę starą, zbyt ścisłą zabudowę.

Wiek XX to kolejne fale przybyszów. To taki przypadek, kiedy można datować mieszkańców po narodowości. Z drugiej strony pojawia się pytanie o tożsamość tak zmiennej populacji. Patrząc na daty przybycia, można śledzić historię współczesnych nieszczęść, wojen, kryzysów ekonomicznych. Na przełomie wieków Włosi, Grecy i Rosjanie. W latach 20. Ormianie, znowu Włosi, rosyjscy i polscy Żydzi. Lata trzydzieste: niemieccy Żydzi. Lata sześćdziesiąte: tunezyjscy Żydzi. Lata osiemdziesiąte zataczają coraz dalsze kręgi: Afryka, Azja, Antyle. W końcu w latach 90. mieszkańcy dawnej Jugosławii i Pakistańczycy. W ten sposób Belleville stało się Bebelville. Ostatnia (jak na razie) metamorfoza, której istotą jest brak istoty. A jednak w sklepach, na targach, w barach i kawiarniach: stoją, siedzą, rozmawiają, pozdrawiają się, śmieją, namawiają. Jakimś cudem i tutaj, na przekór Haussmannowi, tworzą tę nieprawdopodobną wspólnotę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s