Wyłączcie House of Cards!

Gdyby do Złotych Globów można nominować i te seriale, które pisze życie, francuska kampania prezydencka z pewnością zgarnęłaby całą pulę. W istocie nie wiem, jak w tym sezonie radzą sobie stacje telewizyjne, bo żadna z fikcji nie jest w stanie i od strony emocji, i od strony niespodziewanych zwrotów akcji, dotrzymać kroku rzeczywistości. O polityce nie piszę, ani tej krajowej, ani zagranicznej, bo zwyczajnie nie jestem od niej specjalistą, a za dużo nam się ostatnio podrabianych autorytetów od wszystkiego namnożyło. Zanim jednak zapadnie cisza wyborcza, pozwólcie na małą recenzję serialową. Tu akurat czuję się na siłach.


Wbrew strategii Hitchcocka, sezon rozpoczyna się w najbardziej możliwie nudny sposób. Tym większe wrażenie jednak zrobi zawracająca i wijąca się jak droga kolaży na Alpe d’Huez akcja kolejnych odcinków. Po 4 latach oczekiwania wszyscy oddychają z ulgą na myśl o wreszcie zbliżających się wyborach. Aktualnie urzędujący prezydent, który może jeszcze na początku kadencji zdołał zabawić społeczeństwo brawurowymi przygodami miłosnymi z motorem na paryskich ulicach w tle, był jednak chyba najnudniejszą głową państwa w ostatnich dziesięcioleciach. Pod koniec nawet 20 tysięczne rachunki dla osobistego fryzjera (odwrotnie proporcjonalne do ilości włosów pod opieką) nikogo nie ruszały. Kraj od kilkunastu miesięcy trwa w stanie wyjątkowym, przetykanym kolejnymi – udanymi i udaremnionymi – zamachami islamskich terrorystów. Porażka reform. Następujące po sobie kolejne paraliże kraju wywołane strajkami, rosnące bezrobocie, podwyżki cen, perspektywa końca rozbuchanych świadczeń socjalnych sprawiają, że jest to urzędujący prezydent o najniższym, zdaje się, w historii poparciu społecznym.

Przez ostatni rok on sam chyba też już tylko czeka na zwolnienie pałacu elizejskiego, bo niewiele się udziela. Następca też jest prawie pewien. Będzie to zwycięzca prawyborów na prawicy, a i ów jest zasadniczo ustalony – Alain Juppé. Doświadczony polityk w wieku emerytalnym. Szykuje się piękne zwieńczenie kariery, zwłaszcza, że brak parcia na reelekcję może zaowocować niepopularnymi, ale koniecznymi reformami. Może jeszcze jakimś cudem prześlizgnie się nielubiany Nicolas Sarkozy, którego jednak ostatecznie można przełknąć jak żabę. Wszyscy straszą Marine Le Pen, ale wiadomo, że jest niewybieralna. Prawdopodobnie zwycięży w pierwszej turze, żeby przegrać z kretesem w drugiej.

IMG_1263
Wybory po francusku: nie napiszesz książki – nie masz co kandydować.

I tutaj startuje akcja. W prawyborach, w ostatniej chwili na prowadzenie wysuwa się François Fillon. Elimuje Sarkozy’ego, a w drugiej turze Juppé. Obaj honorowo ustępują. Przy okazji wybory są wielką manifestacją poparcia prawicy, a frekwencja potwierdza, że przyszły prezydent praktycznie został już wybrany.

W kolejnym odcinku nowość w bloku rządzącym. Holland nie będzie kandydował. Nie pomogły rozpaczliwe wyrazy poparcia Catherine Deneuve, Juliette Binoche i śmietanki świata artystycznego. Teraz lewica organizuje prawybory – najdziwniejsze zawody do pomyślenia. 7 kandydatów (2 nie zdobyło wymagane poparcia i odpadło w przedbiegach) bije się o to, kto przegra z Fillonem i Le Pen w pierwszej turze wyborów. Lewicowy Charlie Hebdo nie szczędzi zjadliwej krytyki. Kolejna niespodzianka: zamiast dotychczasowego premiera, Vallsa, zwycięża samotny gracz, Benoît Hamon.


Trzy miesiące przed wyborami jak grom z jasnego nieba spadają oskarżenia głównego kandydata, Fillona o fikcyjne zatrudnienie żony na stanowiskach państwowych. Równolegle z niejasności finansowych w Brukseli tłumaczyć musi się Le Pen, a między wierszami można wyczytać coś o niejasnościach finansowych i układach niezależnego kandydata centrowego, Emanuela Macrona, ale o tych się otwarcie nie pisze.

Sondaże Fillona spadają, popularność zyskuje Macron. Wszyscy przygotowują się do tego, że Fillon zrezygnuje, a jego miejsce zajmie bliższy centrum Juppé i zmiecie Macrona, ale tak się nie dzieje. Fillon idzie w zaparte, a Juppé zapewnia o swoim poparciu dla niego. Pod wpływem mediów prokuratora otwiera sprawę w nadzwyczajnym, nieregulaminowym trybie, na 2 dni przed zamknięciem list.

IMG_0928
Trzyczęściowy komiks political-fiction o prezydenturze Marine Le Pen kończy się zwycięstwem Macrona w 2022 roku i przywróceniem ładu we galaktyce. Może więc i fiction, ale z pretensjami jak najbardziej agitacyjnymi.

Macron zyskuje coraz większe poparcie i wkrótce zrówna się nawet z Marine Le Pen, której poparcie maleje w miarę, jak wobec telewizyjnych debat nie może już ocieplać swojego wizerunku milczeniem. Im bardziej jest aktywna, tym bardziej wracają obawy niezdecydowanego elektoratu i traci jego głosy. Co poniektórzy zaczynają się zastanawiać, czy przypadkiem Macron nie jest koniem trojańskim ustępującego prezydenta. Ten dotychczas siedzi w ukryciu. Publicznie go nie popiera, ale też jakoś szczególnie nie wspiera Hamona, za to Macron był jego ministrem. Wykorzystuje to opozycja. Nikt przecież nie chciałby głosować za kontynuacją polityki Hollande’a. Do tego następuje opatrznościowe dla prawicy wyłamanie w socjalistycznej zaporze dymnej. Były premier i kandydat lewicy, Manuel Valls udziela swojego poparcia Macronowi, a nie Hamonowi, a tym samym potwierdza domysły. W tym wszystkim najciekawsze jest to, że właśnie reformy Macrona spotkały się z burzliwym sprzeciwem społecznym rok temu, a teraz nagle jest kandydatem opatrznościowym.

Nadchodzi wieczór pierwszej telewizyjnej debaty, do której zaproszono tylko 5 głównych kandydatów. Po 3 godzinach Macron zaczyna powili nudzić okrągłymi zdaniami. Co bystrzejsi o tej porze (jest już po północy), zauważają, że sam sobie przeczy. Fillon zachowuje spokój, ale jest nieco wycofany – to apogeum oskarżeń prasowych. Co chwila pojawiają się nowe rewelacje, z drogimi prezentami w tle (choć kto zna realia francuskiej polityki, raczej nie powinien się tym bulwersować). Marine Le Pen zachowuje się jak przekupka na bazarze, Hamon już chyba sam nie wie, co mówi – ostatnią deską ratunku jest ekologia, którą wrzuca do każdego tematu. Zasadniczo cała czwórka traci. Ale dla jednej osoby debata jest wielkim sukcesem.

IMG_1418
Regulowane prawem słupy na ogłoszenia wyborcze opanowały karykatury plakatów. Kopciuszek dostał suknię i pantofelki od przyjaciela (aluzja do Fillona). Społeczeństwo jest zniesmaczone kampanią. Zapowiada się rekordowo niska frekwencja.

To Jean-Luc Mélenchon, przedstawiciel zapomnianej, starej, rewolucyjnej lewicy. Stary wyga. To nie Le Pen ani Fillon są jego śmiertelnymi wrogami, ale Hollande. Kiedyś poprzysiągł zniszczyć jego partię, teraz jest o krok od celu. W czasie debaty wychodzi z cienia. Oczarowuje młodych talentem retorycznym. W kolejnych tygodniach jego popularność rośnie. Już nie tylko dystansuje Hamona, który niebezpiecznie zbliża się do szóstki „satelitarnych” kandydatów, ale dołącza do trzech głównych graczy. Na pewien czas przegania nawet Fillona, który spadł do 17%. Dla chrześcijan (wyłączając żywą jeszcze, choć mocno posuniętą w latach lewicę katolicką 68′) wraz z Mélenchonem odżywa widmo lewicy walczącej. To już nie ciepła lewica Hollanda, z którą można się nie zgadzać i która będzie pilnowała neutralności religijnej, ale otwarta walka przeciw religii w państwie. Od strony politycznej wychylenie ku Rosji porównywalne tylko z Frontem Narodowym. Zresztą w wielu punktach obie partie mają zbliżony program, a w badaniu preferencji kandydata drugiego wyboru okazuje się, że wyborcom łatwiej przeskoczyć między radykalną lewicą i prawicą, niż do partii bliżej środka.

W kolejnej telewizyjnej debacie biorą już udział wszyscy kandydaci. Na tle wszelkich najdziwniejszych konfiguracji polityczno-ekonomiczno-światopoglądowych, czwórka kandydatów (Hamon już praktycznie się nie liczy) względnie zyskuje. Szczególnie dobrze, jako mąż zdrowego środka, wypada Fillon. W ostatnim czasie przystąpił do kontrataku. Dziennikarze związani z tą samą gazetą, która nie przestaje wyszukiwać nań afer, opublikowali książkę, która zdaje się potwierdzać tezę kandydata, że Hollande wcale nie zamierza zejść ze sceny. Założył specjalną komórkę wywiadowczą mającą śledzić potencjalnych przeciwników i podrzuca sensacje prasie. A że dowody dostarczyła walcząca z samym Fillonem gazeta, wydają się szczególnie cenną bronią w jego ręku. Tymczasem autorzy książki zaprzeczają Fillonowi, a przez to i samym sobie. Tylko, kto w to wierzy? W badaniach ankietowani potwierdzają, że w ich odbiorze media przedstawiają nader negatywnie Fillona, za to nad wyraz pozytywnie Macrona. No i skąd się nagle wzięły te wszystkie afery? Dlaczego wcześniej nikt tego nie wyciągnął? Jak na razie też żaden wyrok nie zapadł.

IMG_1394
François Asselineau chwali się, że wielokrotnie jego strona była najbardziej odwiedzaną stroną polityczną we Francji. Czy to rzeczywiście dostateczny powód, by na niego zagłosować?

Na tydzień przed wyborami czwórka kandydatów zbliża się do siebie w granicach błędu badań – szczególnie biorąc pod uwagę wciąż duże niezdecydowanie wyborców i zapowiedzi nadprzeciętnej absencji. Opinia publiczna bardzo negatywnie wyraża się o przebiegu kampanii. Do tego studenci Télécom Paris Tech, wykorzystując metodologię big data, tę samą, która wbrew sondażom wskazała na Brexit i zwycięstwo Trumpa, przewidują wygraną Fillona. Chyba już nikt nie jest pewien, kto znajdzie się w drugiej turze. Nawet Marine Le Pen. Przez Paryż przechodzą manifestacje przeciw kandydatce Front National. Na uniwersytetach zwoływane są wiece. Ciśnienie rośnie.

Pięć dni do wyborów. Kraj obiega informacja o udaremnionym zamachu terrorystycznym. Celem mógł być jeden z kandydatów, ale prokuratura nie podaje jego nazwiska. Jednak jeśli zanalizować dobrze program kandydatów, nie trudno odkryć, kto jest wrogiem numer jeden Daesh. I nie jest to Marine Le Pen. W środę rano media obiega wieść (przez jedne rozdmuchiwana, przez inne zbywana) – w mieszkaniu zatrzymanych znaleziono ulotki Fillona, które miano wykorzystać w filmie opublikowanym po zamachu. Czyżby poczucie zagrożenia i wspólnego wroga było ostatnim przed głosowaniem uśmiechem losu dla Fillona? Bezpieczeństwo i terroryzm są jednym z głównych tematów ostatniego tygodnia. Skoro wspólny wróg zdradza, kto mu najbardziej zagraża…


Do końca pierwszego sezonu jeszcze 3 dni. A w nich wiele może się jeszcze zmienić. Potem krótki, ale czyżby spokojniejszy 2. sezon? Bo będzie druga tura. Nie wiem, jak wy, ale ja w tym roku odstawiłem wszelkie inne seriale i powieści sensacyjne. Starczy życia! Szkoda tylko, że po emisji nie można wyłączyć telewizora i wrócić do błogiej rzeczywistości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s