Czwarte: BŁYSK

Na początku jest błysk. Zachwyt, który trudno ująć w słowa, ale w który, niezależnie od upływu czasu, można się wczuć na nowo. Jest niepodrabialny i czuć go w całym ciele.

Jest w nim i coś z naiwności. Może dlatego zawsze zrobi się miło, gdy powraca. I paradoksalnie dokładnie z tego samego powodu zapominamy o nim – oddając się powadze spraw niebłahych i wielokrotnie zniuansowanych. Jesteśmy specjalistami od tego i owego. Wyrażamy się w konstrukcjach bezosobowych, kurczowo trzymając się zdań warunkowych. Dyskutujemy o problemach, kwestiach, zagadnieniach. I z czasem tracimy samych siebie. Przynajmniej do czasu, gdy ktoś na nowo nie przypomni nam zapomnianej melodii.

Parę miesięcy temu, spontanicznie zaczęliśmy z jednym z braci rozmawiać o odkryciu i rozeznaniu naszego powołania. Z ciekawością wysłuchałem jego historii. Jednak to nie ona była dla mnie największym zaskoczeniem. Poraziła mnie inna opowieść – moja własna. Nieskładnie i nieśmiało, jak każdy zakochany, ubierałem w słowa zupełnie niepoważne szaleństwo, z jakim 12 lat temu zdecydowałem się wstąpić do Zakonu. Nagle ta świeżość, naiwność, ale i śmiałość powróciły. Nie chciałem znowu wypuścić ich z rąk.

Pamięć, dobra pamięć jest dla nas jak światło z odległej epoki, które świeci i wskazuje drogę w godzinie pomroku i szarości. Spoza skorupy arcy-po-ważności, pozwala przebić się najczystszemu uśmiechowi. W brzydocie i poranieniu zobaczyć piękno i radość, które (przynajmniej) kiedyś były już możliwe. Iluż to stetryczałych staruszków zastygało w radosnym uniesieniu, wspominając piękno męża/żony, gdy pierwszy raz się spotkali!

Spoglądam nieraz z politowaniem na moich zgorzkniałych starszych braci z paryskiego klasztoru, z których ust dawno nie wyszło już słowo zbudowania. A gdyby zadać im pytanie o moment powołania? Nie poruszą się? Do tego stopnia bylibyż zdrewniali?

Za mało, jako księża, korzystamy z cudownej siły pamięci. Nie dość pielęgnujemy radosne chwile. Za łatwo pozwalamy ulecieć młodzieńczej naiwności, która, choć niema wobec tylu dojrzałych spraw, daje życie. Za mało opowiadamy sobie o naszym powołaniu. Za mało zresztą mówimy o Bogu – nie w trzeciej osobie, ale – bezpośrednio. Jeśli Wielki Post ma być czasem powrotu do Boga, gdzież znajdziemy pewniejszą ścieżkę od tej radosnej pamięci? To oczywiście nie tylko do księży się odnosi. Ale skoro o nas już mowa, pożyczcie nam czasem, zamiast wklepanych w pamięć: sił, zdrowia i łaski Bożej, uśmiechu. Uśmiechnięty ksiądz, podobnie jak małżonek, inżynier, lekarz nie potrzebuje wiele więcej słów.

 

2 uwagi do wpisu “Czwarte: BŁYSK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s