Normandia (2)

Kontynuujemy naszą wycieczkę po Normandii. Przejedziemy nie tylko ziemie Manche i Calvadosu, ale również kilkanaście wieków niezwykle bogatej i ważnej dla Europy historii. Zaczynamy na jej krańcu, na wyspie-półwyspie Mont-St-Michel. Tu, owszem, pojawia się pewien problem, ponieważ góra św. Michała znajduje się dokładnie na granicy Normandii i Bretanii. Możecie się więc domyślić, że jej przynależność stanowi kość niezgody między mieszkańcami obu regionów. Nawet w jednym z wydań humorystycznych map Francji według mieszkańców poszczególnych jej części w wersji bretońskiej Normandię podpisano „wydaje im się, że mają Mont-St-Michel”, natomiast w wersji normandzkiej, jak nie trudno zgadnąć, ten sam podpis nosi Bretania.

Stercząca z morza, okresowo zalewana góra od początku było predestynowana do celów niezwykłych. W 708 roku biskup pobliskiego Avranches założył oratorium na miejscu zwanym wówczas Górą Grobu. W 966 roku diuk Normandii powierzył rozrastające się sanktuarium benedyktynom. W kolejnych wiekach stało się ważnym miejscem pielgrzymkowym. Pielgrzymowano do św. Michała, ale również od św. Michała – do Santiago de Compostela. Pociągnęło to za sobą rozbudowę dolnego miasta, przyklejonego do sanktuarium.

dsc_4053

W kolejnych wiekach Mont-St-Michel pełniło funkcję więzienia, a w 1874 roku zaniedbane budynki przeszły pod opiekę Monuments Historiques. W 1963 na górę powrócili benedyktyni. W ten sposób sanktuarium odzyskało swoje pierwotne przeznaczenie. Od 2001 roku ich miejsce zajęły Wspólnoty Jerozolimskie. Dziś łączy funkcje muzealne i sakralne.

Mont-St-Michel jest dziś trzecim, po wieży Eiffela i Wersalu, najbardziej odwiedzanym zabytkiem Francji. Jak nietrudno się domyślić, stało się ofiarą własnego sukcesu. Podobnie jak gospoda u Mère Poulard, słynąca z legendarnego omletu. Jego cena może stanowić skuteczny środek dietetyczny – od razu minie wam ochota na cokolwiek. Jednak miasteczko wydaje się wprost skolonizowane przez sieć Poulard. Poza słynną oberżą jest i kawiarnia, i restauracja, i sklepiki z ciasteczkami Poulard… Naliczyliśmy około 6 filii, jedna na drugiej – a pewnie to nie wszystkie.

W ostatnim czasie przeprowadzono prace budowlane na grobli. Od 2012 roku działa nowy (OGROMNY) parking kilka kilometrów wgłąb lądu, z którego kursują darmowe, ekologiczne autobusy (powiedzmy, że darmowe, bo ich koszt oczywiście wliczony jest w opłatę parkingową). Miasteczko pełne jest turystów – i to chyba niemal o każdej porze roku. Za to na szczycie, szczególnie w kościele, można odnaleźć wyjątkową ciszę i spokój – nie bez zasługi wspólnot monastycznych. O 12:15, kiedy rozpoczyna się msza, czas staje w miejscu.

dsc_4049

Z Mont-St-Michel zjeżdżamy do wspomnianego już Avranches. Można tam podziwiać muzeum-skryptorium lub/i po prostu pospacerować w spokoju po zdecydowanie mniej uczęszczanym przez turystów, niewolnym od uroku miasteczku. Podobne wrażenie robi położone nieco bardziej na północ Coutances, do którego warto zajrzeć chociażby dla jednej z najpiękniejszych w tej części kraju katedr gotyckich.

Na normandzkim szlaku nie sposób pominąć plaże lądowania aliantów. Zasadniczo każda miejscowość mogłaby coś o nim opowiedzieć. My zatrzymamy się w dwóch miejscach – na cmentarzu amerykańskim w Colleville oraz w Arromanches-les-Bains, malutkiej wiosce rybackiej, w której 7 czerwca 1944 zainstalowano pływający port – jeden z dwóch planowanych i jedyny, który przetrwał sztorm 19 czerwca tegoż roku. Trudno wyobrazić sobie większe przedsięwzięcie strategiczne, inżynierskie i logistyczne. Budowa wymagała produkcji i transportu z Anglii 230 betonowych kesonów (500 000 ton!), 33 żelaznych pontonów (umieszczonych na nogach dostosowujących ich pozycję do pływów morskich) oraz 18 km mostów pontonowych. Całość musiała być w tajemnicy przetransportowana z prędkością 6 km na godzinę, a następnie zainstalowana w warunkach wojennych (cała linia brzegowa była poważnie umocniona przez Niemców) oraz przy niepewnych warunkach atmosferycznych. W szczytowym okresie funkcjonowania port był w stanie obsłużyć wyładunek 9000 ton towaru dziennie (co porównuje się z przedwojennym ruchem portowym w Hawrze). Dziś można oglądać zatopione elementy konstrukcji.

dsc_4115

Na koniec cofamy się do XI stulecia i do Normandii Wilhelma Zdobywcy. W Bayeux możemy podziwiać słynną tkaninę przedstawiającą historię bitwy pod Hastings. Radzę zwrócić uwagę na humorystyczne detale na marginesie. Natomiast w Caen, stolicy Calvadosu, odbudowanym po zniszczeniach wojennych (68%), znajdziemy pozostałości zamku Wilhelma oraz w kościele przy dawnym opactwie benedyktyńskim – jego grób.

Tyle trasy. Ale czy można opisać Normandię bez jej smaków i zapachów? Przede wszystkim charakterystycznych, szarych jabłek – idealnych do musu lub szarlotki, na gorąco lub do sokowirówki. Czy też, jak kto woli, z procentami – w końcu to ojczyzna cydru i kalwadosu. Druga podstawa normandzkiej kuchni to mleko i wszelki nabiał. A więc słynne masło z Isigny, które swój smak zawdzięcza wysokiej zawartości minerałów w nadmorskiej trawie, którą żywią się tamtejsze krowy. A więc sery dojrzewające z Camembertem na czele, słynnym, choć warto spróbować jego licznych lokalnych kuzynów. Jak to połączyć? A co byście powiedzieli na naleśniki z musum jabłkowym (albo pieczonym, karmelizowanym jabłkiem!), do tego śmietana i (dla niezmotoryzowanych) cydr? Czujecie ten smak na języku…?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s