Opowieści Hoffmanna

Również w Paryżu nieczęsto się zdarza, żeby połączyć w operze ciekawą i estetyczną inscenizację z dobrą obsadą. Rzeczywiście, obecnej dyrekcji Opera Paris trzeba przyznać, że w ostatnim czasie udaje się jej angażować najlepszych światowych śpiewaków. Co nie mniej ważne, pozwala też debiutować młodym. Stąd, jeśli w jednej z głównych ról znajdzie się nic niemówiące nazwisko, warto zajrzeć, bo być może za parę lat będzie można zaszpanować, że oglądało się pierwsze kroki gwiazdy na scenie. Opowieści Hoffmanna, na które udało mi się zdobyć w zeszłym tygodniu wejściówkę, łączą dobrą obsadę ze sprawdzoną i intrygującą reżyserią. Produkcja Roberta Carsena, która na scenie Opera Bastille obecna jest już drugą dekadę, wytrzymała próbę czasu i nie dziwi, że nikt nie myśli nawet o nowej inscenizacji.

Utwór Offenbach to dzieło tak ciekawe, że wprost trudno zdecydować się, od czego zacząć. Historia została oparta na twórczości romantyka, E.T.A. Hoffmanna (tego od Dziadka do orzechów). Nieszczęśliwy z konieczności (w końcu to romantyk) poeta rozpisuje historię swojej niemożliwej do spełnienia miłość na trzy fantastyczne opowiadania, w których w różnych wcieleniach powracają te same postaci: bohater, jego ukochana i triumfujący przeciwnik. Utwór w utworze. Analogie, lustra, przenośnie – trudno wyobrazić sobie lepsze pole do popisu dla zdolnego reżysera. Z drugiej strony, dobrze oddać tę złożoność na scenie, to nie lada zadanie, przy którym wielu poległo.

Carsen zdecydował się umieścić akcję opery w operze – teatrze. Pomysł teatru w teatrze nie nowy, ale, jak pokazuje całe mnóstwo nieudanych prób operowania zgranymi schematami, im bardziej zgrane, tym umiejętniej trzeba się nimi posługiwać. Tym razem jak najbardziej schemat gra na korzyść inscenizacji. Wszak w prologu dowiadujemy się, że Stella, ukochana przez artystę śpiewaczka właśnie występuje w Don Giovannim Mozarta. Stąd akcja zamiast w oberży, znajduje się za kulisami teatru, gdzie w międzyczasie schodzą się soliści, chór i technicy. Kolejne trzy akty rozgrywają się w różnych miejscach w czasie tego samego spektaklu: na scenie (którą oglądamy od tyłu), w orkiestronie i wreszcie, na widowni.

Zmiany reżyserskie bardzo często wiążą się dziś z pisaniem utworu od nowa. Muzyka okazuje się tylko pretekstem, a śpiewane słowa nie wiele mają wspólnego z tym, co dzieje się na scenie. Carsen jednak nie zwodzi nas na manowce. Jego reinterpretacja wynika z dokładnej lektury libretta. I pozwala widzowi poznać je na nowo. Z zaciekawieniem słuchałem znanych słów, które nabierały w tym kontekście głębszego znaczenia, a które dotychczas przeoczałem. Do tego z podziwem patrzyłem, w jaki sposób reżyser operuje rekwizytami. Trzy historie łączą nie tylko postaci, ale i detale, kostiumy, gesty, które powtarzają się w nowych konfiguracjach. Wszystkie też mają odwołanie do podstawowej nici narracyjnej  – fikcja zostaje utkana z elementów rzeczywistości.

Zwrócę uwagę na kilka pomysłów. Opowieść o chorej na tajemniczą chorobę Antonii, która umrze, jeśli będzie dalej śpiewać, rozgrywa się w orkiestronie. Dziewczyna wykrada partyturę, przegląda ją i z tęsknotą spogląda na scenę – nie będzie mogła na niej nigdy stanąć. Głuchy służący, postać komediowa, który ni stąd ni zowąd zaczyna opowiadać o swoich niespełnionych ambicjach artystycznych, tutaj nabiera sensu – jako pracownik sprzątający na scenie – śpiewający do pustej widowni swoje wyznania. Operowy przebój, barkarola Belle nuit (znacie ją, nawet jeśli w życiu nie słyszeliście o Offenbachu) rozgrywa się nie w gondoli, ale na widowni – rzędy krzeseł falują w rytm muzyki – obraz jednocześnie oniryczny (jak cały trzeci akt) i komiczny. Opowieści Hoffmanna zostały tak napisany, aby wzruszać i śmieszyć zarazem. Kto tego nie zrozumiał, poślizgnie się na tym dziele.

Mógłbym tak jeszcze długo pisać. Zarówno o samej operze, jak i o aktualnej inscenizacji. Na przykład o pastiszu dziewiętnastowiecznej opery: buffa, romantycznej i francuskiej w trzech kolejnych aktach. A przecież nie wspomniałem jeszcze, że Offenbach nie skończył przed śmiercią swojego ulubionego i najlepszego utworu. Niektóre sceny pisał i zmieniał po kilka razy, i nie podjął decyzji o ich ostatecznym kształcie. Istnieją oczywiście kanoniczne, alternatywne wersje opery, zrekonstruowanej po śmierci kompozytora, jednak, tak naprawdę, za każdym razem dyrygent i reżyser mają okazję na nowo je poskładać.

O wykonawcach nie będę już wiele dodawał, ponieważ poziom był wyrównany i nie chciałbym nikogo pominąć. Pierwsze miejsce oddałbym basowi, Roberto Tagliaviniemu w roli nemezis Hoffmanna (tutaj w roli reżysera/dyrygenta/inspicjenta), drugie fenomenalnej Stéphani d’Oustrac w roli muzy/Nicklausse’a (w inscenizacji, lustrzane odbicie bohatera), trzecie – debiutujące w Paryżu, młodej białoruskiej sopranistce Nadine Koutcher, która sprostała słynnej arii w Olympii, pierwotnie w tej produkcji granej przez legendarną Natalie Dessay.

Rozczarowaniem dla widzów było odwołanie w ostatniej chwili z partii tytułowej Jonas Kaufmanna – cesarz tenorów od pewnego czasu ma problemy zdrowotne i konsekwentnie wycofuje się ze spektakli i koncertów. Wszyscy chcielibyśmy, żeby jeszcze trochę pośpiewał, więc mimo żalu, trzeba zrozumieć, że to cena za to, żeby nie skończył przedwcześnie kariery. Zastąpił go znany nie od dzisiaj Meksykanin, Ramón Vargas, którego główną wadą było to, że nie był Kaufmannem. Paryżanie oczywiście dodawali, że w odróżnieniu od Niemca miał fatalną wymowę, głos też słabszy, ale to nie jest takiej klasy śpiewak, żeby się nie wybronił. Od strony interpretacyjnej podejrzewam też, że Hoffmann Kaufmanna byłby bardziej poważny, tragiczny, romantyczny. Meksykanin i z postury, i z temperamentu ma w sobie coś z naiwnej pogodności. Stąd jego bohater, mieszający fikcję z rzeczywistością ostatecznie nie przegrywa, jak w wielu interpretacjach – ma jeszcze dystansujący go od siebie uśmiech.

Operę w całości do 22 maja 2017 roku można obejrzeć na tej stronie.

Jedna uwaga do wpisu “Opowieści Hoffmanna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s