Czas niedomknięty

Kiedy w ostatnią niedzielę obchodziliśmy w Paryżu rocznicę tragicznych zamachów sprzed roku, trudno było oprzeć się wrażeniu, że historia zatoczyła koło. Nieprzypadkowo to właśnie na niedzielny wieczór przewidziano ponowne otwarcie sali Bataclan. Koncert Stinga poprzedziła minuta ciszy. Podobnie jak przed rokiem, choć siłą rzeczy mniej licznie, na placu Republiki gromadziły się tłumy, aby oddać cześć ofiarom. Na pobliskim kanale św. Marcina (sala muzyczna znajduje się przy jego podziemnej części) puszczono setki pływających lampionów we francuskich barwach narodowych. Tego dnia na wszystkich należących do miasta słupach reklamowych zawisła dewiza Paryża: fluctuat nec mergitur. Szczególnie na szerokich arteriach, gdzie słupy rozstawione są co kilkanaście metrów, robiło to imponujące wrażenie.

Skłamałbym, gdybym napisał, że nie dałem się ponieść tej zbiorowej emocji. Bo nie chodziło przecież tylko o upamiętnienie tragedii, ale też tego entuzjazmu rzucającego hardo wyzwanie terrorowi: nie wystraszycie nas, Paryż będzie trwał dalej! Święto trwa! (Nie bez powodu mottem tej nowej mitologii miejskiej stał się tytuł wspomnień Hemingwaya, Paris est une fête.) Teraz mieszkańcy mogli jeszcze mocniej krzyknąć: ostatecznie zwyciężyliśmy.

bat1.jpg
Strona z okolicznościowego albumu – rysunki dzieci po tragedii.

Tylko na czym to zwycięstwo polega? Rok temu pytałem, w imię jakich wartości zbiera się tak zwane „pokolenie Bataclan”. Obstaję wciąż przy zdaniu, że nie istnieją żadne takie wartości, które byłyby wstanie spiąć ową postulowaną wspólnotę. Istnieje owszem, potwierdzeniem jestem tutaj sam, pewna wspólna emocja. Dlatego nie pozwolę nigdy drwić, grozić palcem czy moralizować nad trupami Bataclanu. Dziś ta emocja powraca, ale nie do niej należeć będzie jutro.

Historia nie zatoczyła wcale koła. Choć oczywiście psychika ludzka potrzebuje takich powrotów. Musi w nie wierzyć, aby nie popaść w rozpacz chaosu. Potrzebujemy happy endu. Nie na długo jesteśmy w stanie wytrwać nad gruzami swojego świata. Będziemy weń wierzyć, choćby dawno go nie było. Inaczej pochłonie nas beznadzieja.

img_0947

Ale czas nie zatoczył okręgu. Jesteśmy już w innym punkcie. I nie chcę tutaj wcale roztaczać jakichś katastroficznych wizji zmierzchu Francji, w której strach wychylić się za drzwi. Zostawiam to domorosłym specjalistom, którzy zawsze z punktu widzenia pieleszy lepiej wiedzą, „jak tam daleko naprawdę jest”. Myślę raczej o rodzinach ofiar. Bliscy zapewne już wrócili do dawnych zajęć, które jednak nigdy nie będą już takie same. Nic na to nie poradzą. Tak po prostu będzie. Owszem, to największa tragedia we Francji od końca II wojny światowej. Ale wcale nie największa dla rodzin ofiar z Nicei, ze stacji metra Saint-Michel z 1995 roku czy tych bezimiennych ze wszystkich zakątków mniej światowego świata.

bat2

Mój udział w paryskim świętowaniu był bardzo ograniczony. Weekend spędziłem na corocznym zlocie starszych skautów i skautek w Vézelay. Na kończącej spotkanie mszy mój współbrat, Benoît, komentując apokaliptyczne teksty liturgii, przywołał obawy, które osaczają wkraczającą w dorosłe życie młodzież: terroryzm, wojna, kryzys ekonomiczny, zawieruchy społeczne, niepewność polityczna. Świat, w którym żyjemy, staje się coraz mniej ludzki, a coraz bardziej nieprzewidywalny, chaotyczny. Spełniają się wszelkie najczarniejsze scenariusze, a przecież tyle jeszcze ważnych rozstrzygnięć przed nami. Do tego wszystkiego dołożyć trzeba, a może przede wszystkim postawić, bolączki życia prywatnego. I wobec tej fali chaosu, wbrew wszystkiemu Benoît krzyczał do młodych: Skaut się nie boi! To go nie przeraża! Bo jest z nim Chrystus.

Nie ma czasów prostych. Te nasze zawsze będą trudniejsze niż wszystko, o czym słyszeliśmy. Spokój i stabilizacja to niestety raczej krótkie przerywniki w drodze. (Czy jednak można się zatrzymać w tym zadowoleniu, gdy blisko i daleko rozlega się okrzyk wołania o pomoc? Mamy takie moralne prawo?) Tam, w Vézelay nikt nie łudził, że wygraliśmy. Cała walka przed nami, ale mamy w niej bardzo konkretne wsparcie.

IMG_0945.JPG

W czasie sobotniej nocy czuwania, uderzył mnie jeszcze jeden szczególny aspekt tego niedomknięcia naszego czasu. Po raz kolejny miałem to niezwykłe szczęście wysłuchania przepięknych spowiedzi skautów. Te słabości, poranienia, ból, pytania bez odpowiedzi spotykały się w miejscu, w którym według tradycji czczone są relikwie św. Marii Magdaleny – pierwszego świadka Zmartwychwstałego. To Zmartwychwstanie przerywa ponure panowanie śmierci i grzechu. Nie do nich należy ostatnie słowo. Nie stawiają nad nikim kropki. Co najwyżej przecinek – po którym Bóg dopisuje ciąg dalszy. Któż o tym lepiej zaświadczy od świętej grzesznicy, której ponurej przeszłości, mimo licznych mniej lub bardziej prawdopodobnych legend, tak na dobrą sprawę nie znamy? Znamy natomiast miłość jej łez pod krzyżem i radość niedzielnego spotkania. To ze względu na ten dopisek Jezusa czas się nie zamyka. Idzie do przodu.


Post scriptum: Joyce DiDonato wydała kilka dni temu płytę, o której za jakiś czas słów kilka. Dziś tylko tytuł: Pośród wojny i pokoju – harmonia przez muzykę. Inspiracją był zeszłoroczny zamach. Nagranie zapowiada poniższy teledysk. To chyba dobre podsumowanie tego, co powyżej.

4 uwagi do wpisu “Czas niedomknięty

  1. Bardzo to miłe, dowiedzieć się po kilkunastu miesiącach czytania ojca wpisów, że jest ojciec duszpasterzem Skautów Europy 🙂

    Pozdrawiam,
    Michał, szef kręgu wędrowników z Warszawy

    Polubienie

    1. Tylko, że jestem duszpasterzem Skautów Unitarnych Francji (SUF) 🙂 Ale w dużej mierze od mojej strony na tym samym to polega (w obu organizacjach formacja oparta jest na formacji chrześcijańskiej, a każdemu szczepowi/drużynie (w zależności od okoliczności) towarzyszy duszpasterz.

      Polubienie

  2. To znaczy Skauci Europy mają co roku spotkanie w Vezelay, natomiast SUF za każdym razem w innym sanktuarium (w poprzednich latach np. Mont Saint Michel, Puy en Velay) i akurat ostatnim razem wypadło w Vezelay, przez co delikatnie przesunięto termin, żeby oba zloty nie kolidowały ze sobą.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s