Korci

Z reguły to uczucie przychodzi już z postawieniem ostatniego kroku. Zrobić jeszcze jeden… Zajrzeć za horyzont. Cóż, kiedy jednak nie można? Trzeba się przemóc i zgodzić na ascezę podróży odłożonej na bliżej nieokreślone jutro. Czy nie ma w tym zresztą aktu nadziei, że to jutro w końcu przyjdzie? A jeśli nie przyjdzie, to – zaufania, że tak będzie lepiej?

Na parę tygodni po powrocie, uczucie można delikatnie wyciszyć, rzucając się w wir zaległych obowiązków. Jednak ostatecznie ono zawsze wraca. Więc i ja wracam palcem na mapę, przemierzając zadziwiająco płaskie przełęcze i skrócone równiny, planując kolejną podróż.

camino1.jpg

Bilety kupione, droga wyznaczona, plecak do połowy spakowany (według sprawdzonej przez lata niezawodnej pielgrzymiej listy ekwipunkowej) czeka w paryskiej celi na powrót z Bolonii. A ja dziwić się nie przestaję, że to już zaraz. Że czekanie nie jest nieskończone.

W sobotę wyruszam z Madrytu na północny-zachód, w stronę León. Oba miejsca zapewne dobrze znane pielgrzymom jakubowego szlaku. To do Madrytu z reguły przylatujemy, a jeśli wybieramy drogę francuską, z dużym prawdopodobieństwem albo z Leonu wyruszamy, albo (jeśli mamy więcej niż 2 tygodnie czasu), napotykamy go po drodze.

camino2.jpg

Pociągiem droga Madryt-León zajmuje zwykle nieco ponad 2 godziny. Tym razem rezygnuję z pośpiechu przecięcia tego szlaku, dając sobie komfort wejścia krok po kroku w przepiękne ziemie centralnej Hiszpanii. Szlak madrycki został stosunkowo niedawno wyznaczony. Nie uczęszcza nim jeszcze wielu pielgrzymów. Brak też bogatej infrastruktury znanej choćby z drogi francuskiej. Przebiega z dala od hałaśliwych dróg. Czekają mnie zatem 2 tygodnie ciszy i tego szczególnego ubóstwa, kiedy, choćbyś nie wiem ile miał pieniędzy, nie masz czego i gdzie za nie kupić. Wsie i wioski nie żyją bowiem rytmem turystyki pielgrzymkowej. Miejsca i godziny otwarcia barów i sklepów niekoniecznie pokrywają się z rytmem dnia pielgrzyma. Nie zawsze masz cień, musisz się liczyć z wodą. Jednym słowem dwa tygodnie ćwiczenia się z nieoczywistości.

Na końcu szlaku nie czeka tym razem monumentalna katedra św. Jakuba, za to inny święty – Izydor z Sewilli, patron internetu, ale wcześniej kaznodziejów. Czy nie jest to zatem zgrabny zbieg okoliczności w roku jubileuszowym braci kaznodziejów? Oddaję się zatem pod opiekę Jakuba i Izydora, a Was zabieram ze sobą. Jak w zeszłym roku spisuję Wasze intencje w zeszycie i zabieram ze sobą (tak żeby miały swoją wagę nawet w starannie wyważonym plecaku). Natomiast w odróżnieniu od zeszłego roku nie będzie codziennych twittów ze szklaku. Stawiam na znacznie głębszą formę kontaktu 🙂

Formularz z intencjami

Jedna uwaga do wpisu “Korci

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s