Cmentarzysko książek

David Foenkinos to obok wspomnianego ostatnio Laurenta Bineta, kolejny pisarz młodego pokolenia, znajdujący się w gronie autorów lubianych przez krytyków odpowiedzialnych za wszelkie francuskie nagrody literackie. Od debiutu w 2002 roku, praktycznie co roku publikuje powieść, wśród których największym jak dotąd uznaniem cieszyła się Charlotte (2014), poświęcona postaci zapomnianej żydowskiej malarki, Charlotte Salomon, zamordowanej w Auschwitz w 1943, w stanie błogosławionym.

Najnowsza powieść, Le mystère Henri Pick (2016), mimo sympatii czytelników, sukcesu poprzedniczki raczej nie powtórzy. Utrzymana jest w konwencji paradokumentalnej, w której najwyraźniej autor najlepiej się czuje.

Pomysł z pewnością przypadnie do gustu bibliofilom. Otóż w zapomnianej przez wszystkich bretońskiej osadzie stary bibliotekarz założył dział książek niewydanych. Nieszczęśliwy pisarz może złożyć w niej odrzucone przez wydawców dzieło. Traf chciał, że parę lat po śmierci dawnego bibliotekarza bibliotekę odwiedza ambitna redaktorka Grasseta, Delphine i, jak można się spodziewać, przypadkiem odkrywa arcydzieło…

Wydanie książki wprowadza rewolucję w życiu małej społeczności. Czy to możliwe, żeby zmarły kilka lat temu właściciel pizzerii, któremu nawet menu wypisywała żona, stworzył poruszającą powieść o ostatnich dniach miłości, pełną odwołań do śmierci Puszkina? Książka okazuje się sukcesem. Czy decyduje o tym jej wartość, czy sensacyjne okoliczności jej odkrycia?

Chcemy wierzyć w spektakularne przygody do znudzenia przeciętnych ludzi. W końcu taki mit dodaje otuchy naszym niepozornym, codziennym zmaganiom z ciężarem spraw błahych. Kłamana wiara może okazać się skuteczniejsza od brutalnej ascezy prostych faktów. Czy jednak daje nam to prawo do podtrzymywania fikcji? Może jednak jedynie naga prawda jest w stanie przynieść trwałe wyzwolenie i spokój? W imię czego możemy innym rozwiewać świat złudzeń?

W gruncie rzeczy autor nie mówi ani niczego odkrywczego, ani w zaskakujący sposób. W kolejnych rozdziałach pojawiają się nowi bohaterowie, jakby niezbędni do zapełnienia wystarczającej ilości stron, której czytelnik wymaga od pisarza. Przez jakiś czas można się bawić w zgadywanie, kto jest prawdziwym autorem genialnej powieści (mi się udało dość szybko do tego dojść!), ale z każdym rozdziałem coraz natarczywiej powraca pytanie: po co ten czy tamten wątek? Pora już skończyć.

Zakończenie zaskakujące, choć po chwili zastanowienia logiczne, by nie powiedzieć wręcz, że z gracją. A zatem pomysł ciekawy, zakończenie ciekawe, a temat? Może po prostu dość już opisany i skomentowany, żeby starczyło na standardowej długości powieść. A gdyby tak odważyć się pójść za Borgesem i zaufać inteligentnej lakoniczności opowiadania…?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s