Pocztówka z wakacji (6) – Irlandia

Korzystając z gościnności polskich i irlandzkich współbraci, po raz pierwszy (chyba już jako jeden z nielicznych Polaków mogę napisać takie słowa) postawiłem stopy na Zielonej Wyspie.

Pierwsza sprawa: ta zieleń jest jedyna w swoim rodzaju. Widać to już z samolotu, zbliżającego się do podejścia (wcześniej i tak wszystko przykrywają chmury). A więc zieleń inna niż polska, niemiecka, francuska, hiszpańska… – nie, stop, tutaj mówimy raczej o żółci.

Po drugie: deszcz. Odkryłem, że nie ma sensu sprawdzać przed wyjazdem prognozy pogody. Praktycznie zawsze znajdziecie to samo: deszcze, deszcze, deszcze. Warto oszczędzić tę minutę na coś bardziej sensownego (na przykład zajrzenie na paryskiego bloga). Zwłaszcza, że deszcz deszczowi nie równy i z irlandzkiej perspektywy ta deszczowa pogoda oznacza w większości wypadków kilka przejściowych mżawek, z których części po pewnym czasie może nawet nie zauważycie. Po co więc psuć sobie humor, zwłaszcza, że taki deszcz wcale wakacji nie psuje.

Po trzecie: wbrew moim nastoletnim marzeniom w ciągu tygodnia nie udało mi się znaleźć samotnej wysepki, z malutką kamienną kaplicą, kilkoma takimiż domkami, jakimś mini-gospodarstwem, po którym to obejściu w powłóczystej, szarej lnianej szacie, z rozwianymi włosami i takąż brodą (które z pewnością w tym czasie zdążyłbym zapuścić), przemykałbym na bosaka, szukając odpowiedniego pagórka, na którym usiadłbym, aby od świtu do zmroku przygrywać sobie na harfie… No nie udało się, ale i tak było świetnie!

Po czwarte: po raz kolejny sprawdziła się złota zasada obieżyświatów – zorientuj się, co warto zobaczyć, żeby w głupi sposób czegoś ciekawego nie przeoczyć, ale bądź otwarty na spontaniczne zwroty i postoje – to będą naprawdę najlepsze miejsca na trasie.

Po piąte… Naprawdę chce Wam się jeszcze czytać, co „po piąte”? Nie chcielibyście raczej przejść już do zdjęć? (Oczywiście jeśli mieliście w sobie tyle samozaparcia, żeby od nich nie zacząć, ale skoro czytacie te słowa, to znaczy, że przynajmniej tego samozaparcia Wam na tyle starczyło, by przed czy po nich umęczyć się trochę mniej lub bardziej potrzebnym moim komentarzem. Umartwienie to zresztą też bardzo irlandzkie pojęcie…) A zatem dla tych, którzy mają przymus piątego punktu, dostaliście (dosłownie i w przenośni) „umartwienie”. Zgoda? No to czas na zdjęcia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s