Drzwi zamknięte – drzwi otwarte

Dziś zapraszam na ciąg dalszy wędrówek po 16. dzielnicy. I od razu z mojej strony należy się pewne zastrzeżenie. Miałem sporo problemów z przeniesieniem tego spaceru do przestrzeni wirtualnej. Po raz pierwszy bowiem, aby pozostać w zgodzie ze sobą, muszę napisać o dzielnicy, która mi się nie podobała.

Dlaczego? Nie dlatego, że jest brzydka – jest bardzo gustowna. Nie bez powodu od XVII wieku powstawała tutaj podmiejska osada arystokracji (a później burżuazji). Położone na naświetlonych, południowych stokach letnie domy z widokiem na zakręcającą Sekwanę, w sąsiedztwie Lasku Bulońskiego, w drodze do Wersalu były marzeniem wielu.

Dziś dzielnica zachowała elitarny charakter i to właśnie on przyczynił się do mojej negatywnej oceny. Omówmy się: są w Paryżu droższe dzielnice, są bardziej wystawne rezydencje i malownicze okolice. Problemem nie jest status majątkowy mieszkańców, ale ich postawa: wszystko jest tutaj pozamykane na cztery spusty i ogrodzone wysokimi płotami. Uważny obserwator dojrzy kolejne etapy podnoszenia tych ogrodzeń. Nie ma tu kawiarni z otwartymi na świat ogródkami, wspólnych parków: wszystko zamknięte, aby broń Boże na nikogo nie skapnęło nic ze świętego elitaryzmu właścicieli.

Po prostu smutne to: chodzę po dzielnicy, która z każdego zaułka krzyczy: Idź stąd! Nie chcemy z tobą mieć nic wspólnego! To zresztą nie tylko obserwacja architektoniczna, ale również wiadomości z codziennej prasy. Od paru miesięcy jednym z powracających tematów jest kwestia budowy na skraju dzielnicy mieszkań socjalnych dla imigrantów, przeciw czemu protestują mieszkańcy. Być może nie byłoby w tym nic szokującego, gdyby nie statystyki, z których jasno wynika, że w tej jednej z największych dzielnic znajduje się rekordowo mało takich mieszkań (3% wszystkich mieszkań na danym terenie, przy średniej dla miasta 18%, a w mojej, wcale porządnej dzielnicy – ponad 35%).

By oddać sprawiedliwość mieszkańcom, trzeba zauważyć, że budowa mieszkań socjalnych nie pozostaje bez skutków finansowych (w jednym przypadku wartość mieszkania spadła niemal o połowę ze względu na sąsiedztwo). Częściej jednak chodzi o zaklęty krąg samospełniającej się przepowiedni. Wypada też postawić pytanie, czy rzeczywiście można (i wolno) ostro odgradzać prawa jednostki od kontekstu społecznego? W końcu całkowicie te pierwsze zagwarantowałoby jedynie całkowite odcięcie się od społeczeństwa. I nie jest to chyba jakaś utopijna wizja, skoro już dzisiaj o Auteuil mówi się jako o getcie bogatych.

Na tym skończę ten wątek, bo już nie wiele brakuje, by od samego spacerowania zostać komunistą. Na szczęście na końcu wędrówki pośród drzwi zamkniętych czeka mnie miła niespodzianka. W zimie 1865 roku ksiądz Louis Roussel odważył się drzwi otworzyć. Zabrał do domu bezdomnego chłopca, którego znalazł na śmietniku. Po tygodniu w jego pokoju mieszkało już 6 sierot. Widząc, że takie rozwiązanie w żaden sposób nie jest wystarczające, za oszczędności kupił starą ruderę na obrzeżach dzielnicy i zorganizował tam sierociniec. Początek był prosty: nakarmić i nauczyć katechizmu. Od 1871 roku otworzył warsztaty, w których chłopcy mogli się uczyć zawodu. Szczególnie specjalizowali się w drukarstwie. Zarobione pieniądze przeznaczano na utrzymanie ośrodka.

W tym roku katolicka fundacja Apprentis Auteuil obchodzi 150 lat. Dziś przede wszystkim specjalizuje się w pracy z tzw. „trudną młodzieżą” i pomocy rodzinom. Jego ogród jest zawsze otwarty dla każdego. Siadam zatem na parę minut w jego cieniu. Po malowniczej wędrówce w piekli drzwi zamkniętych parę chwil radości w małym niebie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s