Przepisując Paryż

Jorge L. Borges w opowiadaniu Pierre Menard, autor Don Kichota, snuje opowieść o fikcyjnym francuskim literacie z przełomu XIX i XX wieku, który podjął się zadania napisania od nowa Don Kichota – słowo po słowie. W efekcie, pisząc utwór materialnie identyczny, tworzy zupełnie nowe dzieło – w innym kontekście historycznym, filozoficznym, biograficznym. Don Kichot z XX wieku nie jest Don Kichotem Cervantesa.

DSC_1843.JPG

Wędrując przez Paryż: zapuszczając się w jego zaułki, poznając jego historię i szukając ujęć do sfotografowania, mam wrażanie, że piszę to miasto od nowa. Przepisuję i przypisuję je sobie. Z każdym krokiem traci dla mnie anonimowość – na dwa sposoby.

DSC_1831.JPG

Najpierw pozwalam mu przemówić, poznaję historię, którą ma mi do powiedzenia. W niczym nie wyróżniającym się domu przy rue d’Assas 60 (którą codziennie przemierzam w drodze do sióstr nazaretanek) w latach 1895-96 mieszkał wybitny polski fizyk, alpinista i taternik, Marian Smoluchowski (patron wydziału fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego). Po sąsiedzku, w tym samym 1896 roku na pięć decydujących dla siebie miesięcy zatrzymał się August Strindberg. Samą zaś ulicę wyznacza dawna granica posiadłości Marii Medycejskiej, której część stanowią dzisiejsze ogrody luksemburskie, gdzie Jean Valjean codziennie zabierał Kozetę na spacer, a na który wychodziły okna mieszkania Olgi Szeremojowej, kochanki Jeda Martina, bohatera Mapy i terytorium Michela Houllebecqa.

DSC_1598.JPG

Do tego wsłuchania się w głos Paryża dochodzi jeszcze drugi – o wiele bardziej intensywny i znaczący – moment dekonstruowania przestrzeni. Ulice zapełniają się ludźmi, z którymi tędy przechodziłem. Słonia nie przypominam ani z wyglądu, ani tym bardziej z pamięci, tym niemniej bardzo wiele z tych wspólnych spacerów przykleiło się na stałe do budynków, stacji metra, pomników. Byłem tu z tą lub z tym w styczniu, marcu, wrześniu, listopadzie, grudniu… Rozmawialiśmy na ten i ów temat błahy, poważny, śmieszny, smutny… Paryż tym naszym dyskusjom i o wiele ważniejszej milczącej obecności współczuł – innym razem z nimi kontrastował. Przyjął nas życzliwie na te parę chwil i już na zawsze zachował w sobie.

DSC_1256

Licznik nieubłaganie informuje, że to już setna odsłona dumania na paryskim blogu. Sporo jeszcze zostało do opisania, zdecydowanie więcej do przeżycia. Jednak przed tym co przyszłe i budzące ciekawość natarczywie o należne miejsce dopomina się pamięć – ta matka nieobojętności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s