Cała ta pisanina

Że o pisaninie będzie, przekornie postaram się dziś ograniczać słowa. Zresztą nic w tym dla mnie obcego. Z reguły, zwłaszcza gdy chodzi o słowo pisane, ostrożnie (strachliwie?) wypuszczam spod palców kolejne znaki. Tak łatwo napisać to jedno zdanie za dużo. Powiedzieć – łatwiej. Może to objaw staroświeckości, ale wciąż wierzę i drżę przed niewytłumialnym i nieprzemijalnym echem tego, co zapisane. Choć podobno w świecie wciąż odświeżanych ekranów żywot i tych niebanalnych słów mierzy się w minutach, jeśli nie sekundach. Mimo to wciąż raczej się zatrzymuję i nie wypuszczam w świat tego, co być może nie dość przemyślane, niesprawiedliwe, płytkie…

Nie będę jednak pisał tu o potokach słów tym bardziej idiotycznych, im mocniejszych. Znowuż, pisanie o banale wydaje się nazbyt banalne. Prowokacyjnie chciałbym nieco pozamieniać miejscami etykietki i napisać parę słów w obronie całej tej pisaniny (gdyby to nie miało konotacji politycznych, może i lepsze byłoby napisać: całego tego pisiurstwa).

Przeglądając kątem oka ostatnią internetową nadprodukcję słowa, w poszukiwaniu tych paru zdań, które rzeczywiście coś wnoszą, natknąłem się na litanię pytań: „Po co ta cała gadanina?” i apeli o szybką acz prostą odpowiedź, której teraz potrzebuje społeczeństwo. Całkiem sporo zresztą tych tyleż pośpiesznych co „nieomylnych” odpowiedzi oferują wszędobylscy kuglarze ludu. Cóż w tej potrzebie niby dziwnego? Wobec groźby przemocy oczekujemy zdecydowanej reakcji ludzi czynu. Spóźnienie odliczać będzie nie zegar, ale kolejne listy ofiar.

A jednak… Pomimo doskwierającego braku reakcji chwili (choć ogłoszony wczoraj przez prezydenta Hollanda program korekty dotychczasowej polityki, włączając w to zmiany w konstytucji, wydaje się co najmniej rewolucyjny, a z pewnością wywracający do góry nogami obowiązujące od 70 lat podziały we francuskiej polityce), o wiele istotniejszy, choć owszem – powszechnie nieodczuwany, jest w moim ujęciu brak myślenia długofalowego – myśleniny.

Zdobyć się na luksus tej myśleniny to spore ryzyko, szczególnie wizerunkowe. Bo gadając, porównując, analizując najprawdopodobniej nie zapobiegniemy zamachom w najbliższych miesiącach, a może nawet latach. Może się okazać, że dzisiejsze problemy są na tyle głębokie, że rozsupłanie ich to wyzwanie nie na tygodnie, ale – dziesięciolecia.

Pomysłów prostych i szybkich mamy bez liku: przesiedlić pół Afryki i Azji do europejskich obozów koncentracyjnych lub porzuconych blokowisk; wystrzelać co się rusza na Morzu Śródziemnym i pobudować wszędzie płoty; zaproponować terrorystom psychoterapię w poczuciu winy za traumę, jaką wywołał w nich nasz europejski, zepsuty styl życia; zdobyć się na drugą rekonkwistę i wyrzucić z Europy wszystko co muzułmańskie… Pomysły głupie, czasem okrutne, a wszystkie egoistyczne – bylem miał spokój sumienia – rozumiany na tę czy inną modłę.

Dlatego, mimo że pilnie potrzeba działania chwili, wciąż apelować będę o niewdzięczne i liche z pozoru kontynuowanie całej tej pisaniny – silnej raczej pytaniami niż wykrzyknikami. Między zdecydowanym działaniem chwili a medytowaniem rzeczywistości społecznej nie ma sprzeczności. Właśnie między innymi dlatego, by takim fałszywym opozycjom nie ulegać, potrzebny jest żmudny i ekstrawagancki wysiłek całej tej myśleniny. Do myślenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s