Tap-tap tortilla tap

Wakacje to dobry czas (jak każdy inny czas), żeby wyprawić w podróż również naszą kuchnię. Do tego nie trzeba nigdzie wyjeżdżać, co więcej, może się okazać, że wiele „egzotycznych” potraw można bardzo łatwo przygotować przy użyciu naszych powszednich produktów. Zadowoli to i miłośników nowości (do tej grupy zdecydowanie się zaliczam), i tych, którzy nie lubią rewolucji na talerzu. Wszak chodzi tylko o drobną wariację na znajomy temat.

Z hiszpańskiej masety polecam zatem wszystkim miłośnikom jajecznic i omletów a także wszelkich dań z ziemniaków (są Polacy, którzy tego nie lubią?), hiszpańską tortillę (inaczej zwaną tortilla de patatas). Brzmi egzotycznie, a jest dość prosta w przygotowaniu. No dobrze, wszystko zależy od zdolności kulinarnych. W zeszłym roku na Camino na jedną tortillę czekaliśmy półtorej godziny. Zaniepokojonych uspokajam: sprawdziłem osobiście i nawet niewprawionym przyrządzenie jej nie powinno zająć więcej niż pół godziny.


Składniki (w zależności od wielkości patelni i apetytu można zwiększyć):

  • 6 jaj
  • pół kilo ziemniaków
  • 3 średniej wielkości cebule
  • sól
  • oliwa

Przepis:

Ziemniaki umyć, obrać i zetrzeć na tarce na cienkie plastry. Cebulę posiekać. Podsmażyć ziemniaki i cebulę z odrobiną soli, aż zaczną się złocić. Przełożyć do miski, uważając, aby odsączyć oliwę. Do miski wbić jajka, dodać soli (szczypta na każde jajko), wymieszać.

Na oczyszczoną patelnię wlać odrobinę (!) oliwy i przelać zawartość miski. Smażyć (jak omlet), potrząsając, aby masa się nie przypaliła. W cudownym momencie, kiedy spód, bok i środek się przypieką, z pomocą deski przełożyć na drugą stronę i smażyć mniej więcej 3 minuty (znowuż: kwestia wyczucia). Gotowe.


Tyle jeżeli chodzi o wersję podstawową. Można poeksperymentować nieco z przyprawami albo z dodatkowymi warzywami. Ja na przykład dodałbym odrobinę chilli i szczypiorek. Spotkałem się też z tym, że tortillę rozcina się na dwie warstwy i faszeruje szynką (i/lub serem). Coś jak tort przekładany konfiturą. Następnie spina się wykałaczką.

Oczywiście tortilla, pocięta na mniejsze kawałki, służy jako podstawa wielu tapas czy, jak się mówi na północy, pinchos. Dla zniesmaczonych wysypem barów tapas, które często z Hiszpanią nie mają nic wspólnego, dodam że ta arcymodna nazwa wzięła się stąd, że pierwotnie chodziło o kawałek szynki do zakrycia (tapar) szklanicy, co by jakaś mucha nie postanowiła sobie urządzić królewskiej kąpieli. Z kolei północne pinchos wzięły się stąd, że przekąski nakłuwano (pinchar) na wykałaczki. Przy wyjściu pokazywało się ilość patyczków i stosownie do tego się płaciło. Odpowiadając na rodzące się właśnie pytanie: tak, tak, tylko najświętsi i najdoskonalsi Baskowie nie oszukiwali. Na południu pomysł raczej by się nie sprawdził.

A zatem, jeśli być wiernym etymologii: jeśli możesz tym zakryć kufel czy kieliszek, to jest tapa, a jeśli jest na patyku, to pincho. Oczywiście rozróżnienie jest przede wszystkim geograficzne, ale czemu nie podjąć kolejnego wakacyjnego wyzwania i zamówić w tapas bar pinchos. A może ktoś namierzy gdzieś w Polsce pinchos bar?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s