Pocztówka z wakacji (4) – Segovia

Pomimo serii niespodziewanych przeszkód dotarliśmy w ostatnią sobotę do Segovii – stolicy wieprzowiny (jedna czwarta krajowej produkcji), choć to nie wieprz, ale rzymski akwedukt widnieje w jej herbie. Nad miastem czuwają dwie monumentalne budowle: przepiękna katedra i charakterystyczna twierdza Alcazar. Miasto jest nie tylko piękne i świetnie prezentuje się na selfie (z podsłuchanej dyskusji dwóch latynoamerykanek: kobiety w średnim wieku i jej matki: jak ta druga może nie wiedzieć, co to jest selfie i z której strony dyndającej rurki może przechodzić, a z której nie). Odegrało ważną rolę w biografii Izabeli Kastylijskiej, czego nie da się nie zauważyć przy zwiedzaniu zamku i katedry.

Co do samej Izabeli to w Hiszpanii hitem ostatnich lat jest rozłożony na 3 sezony serial biograficzny, który podobno bije na głowę Tudorów. Piszę „podobno”, bo ani jednego, ani drugiego serialu nie widziałem. Cytuję opinię jednej z naszych nauczycielek, potwierdzoną przez paru studentów. Fragmenty dostępne w internecie wyglądają zachęcająco, więc przekazuję dalej. Jest to też swoją drogą bardzo ciekawy fenomen, że Hiszpania na nowo odkrywa swoją historię i królowie katoliccy, którzy, jak by nie patrzeć, byli najbardziej wpływowymi postaciami w historii kraju i bez których nie byłoby takiej Hiszpanii, jaką znamy, są w modzie. Może ktoś inny przeszedłby obok tego obojętnie. Ja nie mogę się nacieszyć.

Jak już o królach i wojnach mowa, to rzeczywiście, żeby dotrzeć do Segowii, musieliśmy stoczyć niezłą walkę. (Pominę kwestię, że było to moje trzecie podejście). Opatrznościowo dzień wcześniej poszedłem na dworzec kupić bilet – jak się okazało jeden z ostatnich. Rano, zupełnie przez przypadek, spotkałem dwie koleżanki z klasy, Charlotte i Aniko, dzięki czemu było nam raźniej. Rozkład przewidywał przesiadkę w Ávila, ale kilka metrów za dworcem autobusowym nasz pojazd stanął i nie chciał ruszyć. Kierowca informował na bieżąco o naszej sytuacji – szeptem. Tak więc dopiero po kilkunastu minutach wydusiliśmy z niego, że możemy opuścić pojazd i musimy czekać na inny autokar 50 minut – mniej więcej.

Więcej. Tak z 2 godziny. Była to okazja do dokładnego zwiedzenia dworca w Ávila oraz zapoznania się z ofertą dworcowej restauracji, która oferuje organizację chrzcin, komunii, urodzin i impres firmowych. Nie wiem, jakie macie odczucia, ale czy bez mrugnięcia okiem wysłalibyście do cioci i wujka zaproszenie na chrzciny na dworcu?

W podróży powrotnej też nie mogło zabraknąć atrakcji. Podstawiono autobus o połowę za mały i dopiero gdy zgromadzili się wszyscy pasażerowie, kierowca, który już od godziny miał listę pasażerów, odkrył (ponownie informując nas o tej oczywistości szeptem), że chyba się nie zmieścimy. Firma jednak zachowała się jak należy i podstawiła rząd taksówek, które zabrały nas do Ávila. Po drodze kierowca raczył nas opowieściami o tym, jak jeździł tirami, o podróbkach win, macerowaniu byków i niebezpieczeństwach czyhających na tych, którzy nie korzystają z taksówek. Cóż, przynajmniej wyjaśniło się, skąd kryzys w Hiszpanii.

A co by zapobiec kolejnemu możliwemu kryzysowi, kończę ten tekst i zapraszam na wycieczkę po Segovii.

3 uwagi do wpisu “Pocztówka z wakacji (4) – Segovia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s