W przód i w przód…

Za parę dni wyruszam w dalszą drogą. Zostawiam Salamankę, ćwiczenia, teksty, słówka i tysiące zbędnych rzeczy z okrojonej rzeczywistości wakacyjnej walizki. Z małym plecakiem, spakowanym według sprawdzonej już kilkakrotnie listy rzeczy koniecznych i dostatecznych ruszam do Santiago.

Tegoroczna wyprawa jest skutkiem kilku zbiegów okoliczności. Po pierwsze wiedziałem, że na pewno chcę wyruszyć na pielgrzymkę, ale za bardzo nie wiedziałem gdzie. Kilka poprzednich wypraw i spotkania z doświadczonymi piechurami zaowocowały pewnym szczególnym katalogiem na moim komputerze, w którym gromadzę plany przyszłych wypraw. Co roku lista się wydłuża: na kilka planowanych tras jedna dochodzi do skutku. Podobnie było i tym razem. Wahałem się pomiędzy północną częścią włoskiego etapu Via Francigena (starodawny szlak z północy do Rzymu – myślę, że za jakiś czas coś więcej o nim napiszę, bo jest to kwestia bardziej złożona), szlakiem św. Benedykta po centralnych Włoszech i Camino del Norte.

Ostatecznie żaden z tych projektów nie wypalił. Kiedy jednak okazało się, że przyjadę do Salamanki na kurs językowy, pomyślałem, że szkoda byłoby w tym roku nigdzie nie pójść. Może chociaż na tydzień gdzieś się wybrać samemu. A że Salamanka jest wiekowym miastem, logicznie rozumując, jakiś szlak musi przez nią przechodzić. Musi i przechodzi, i to nie byle jaki, ale Via de la Plata. Tak sobie kalkulując, odmierzałem dni, dokąd to udałoby mi się dojść. Do Santiago chyba daleko… Chociaż z drugiej strony, jakby to sprytnie rozłożyć i nieco wydłużyć podróż…

W ten sposób wyliczyłem 15 dni na 480 kilometrów. Nieźle, pomyślałem, trzeba się poważnie zastanowić. Zobaczmy jednak, jak to się ma do terminów. Sprawdziłem szybko program kursu językowego: pierwszy dzień wolny, jak by nie patrzeć, 25 lipca, czyli Uroczystość Świętego Jakuba. No, no, zaczyna się nieźle… Czyżby patron Hiszpanii rzeczywiście wzywał? Zobaczmy zatem, kiedy bym dotarł: 8 sierpnia – nie muszę chyba dopowiadać: uroczystość św. Dominika. Zatem: nie mam wyboru.

Montefiascone nad Lago di Bolsena

Tak więc z pomocą dwóch niezwykłych świętych stanęło na tym, że przez 2 tygodnie z haczykiem przejdę historyczny szlak. Towarzyszyć mi będzie dwóch wychowanków z Poznania: Szymon i Kuba. Droga wymagająca, ale nie mam wątpliwości, że dadzą sobie radę. Ja chyba też… Droga mniej popularna, co z jednej strony jest utrudnieniem: rzadsze noclegi, sklepy, ujęcia wody: wszystko trzeba dobrze zaplanować, ale z drugiej strony powinno być bardziej kameralnie, co dla mnie jest atutem nie do przebicia.

by Marek Domeradzki OP

O szlaku mam nadzieję napisać nieco więcej po powrocie. W związku z tym jednak 2 ważne wiadomości. Mimo mojej nieobecności w przestrzeni wirtualnej, mam nadzieję, że wszystko dobrze zadziała i będą się ukazywać przygotowane z wyprzedzeniem zaległe wiadomości z czasu spędzonego w Salamance.

Po drugie, jak co roku, otwieram skrzynkę z intencjami. Wielu z Was już kiedyś mnie prosiło o modlitwę w różnych intencjach. Myślę, że w zdecydowanej większości pamiętam te intencji i o ile brak mi wiadomości o tym, by się zdezaktualizowały, będę je dalej niósł. Dla niepewnych mojej pamięci i nowych intencji otwieram skrzynkę. Możecie tutaj wysyłać intencje. Najpóźniej 24 lipca w nocy sprawdzę je, a jeśli się uda, to zajrzę w czasie wędrówki. Natomiast we wszystkich tych intencjach (i odczytanych, i nieodczytanych) odprawię mszę w samo południe w św. Dominika w Santiago.

Naciśnij by przejść do skrzynki z intencjami

by Marek Domeradzki OP

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s