Drogi Pamiętniczku…

Drogi Pamiętniczku,

To już właściwie niecały tydzień, jak jestem w Salamance, i zupełnie straciłem orientację w czasie, czy dopiero przyjechałem, czy jestem tu już od wieków. Jedno jest pewne, że muszę nieco zmodyfikować moje zdanie sprzed tygodnia, że Paryż jest miastem, za którym zaczyna się tęsknić już w pierwszych minutach na obcej ziemi. Dopisać: „chyba, że jest to Salamanka”.

Po raz kolejny przekonuję się o słuszności nieco niestandardowej interpretacji dominikańskiej frazy (oby nie frazesu), że „klasztorem kaznodziei jest cały świat”. No bo rzeczywiście po raz kolejny mam takie niesłychanie piękne doświadczenie goszczenia-zadomowienia się w zupełnie dotychczas obcym mi miejscu. Ale obcy nie czułem się tu ani przez chwilę. Otwartość, naturalność i spontaniczność, z jaką przyjęli mnie bracia, jest wzorcowa. Jakbym od 10 lat mieszkał w Salamance.

Zbiera mi się, żeby napisać coś więcej o gościnności, zwłaszcza, że to taki wakacyjny temat. Na razie jeszcze trochę poczekam, żeby myśl dojrzała. W każdym razie materiałów doświadczalnych mam aż nadto.

Schody kasetonowe w klasztorze - konstrukcja bez użycia wsporników, opiera się na własnym ciężarze, jedne z 3 takich w Hiszpanii.

Co ci jeszcze napisać? Gorąco jest. Niby wiedziałem, że będzie nieco cieplej niż w Paryżu, niby mieszkałem już kiedyś w Jerozolimie, więc powinienem mieć już przećwiczoną opcję „gorąco”, a jednak chyba zawsze pierwsze dni wymagają nieco więcej cierpliwości do własnego organizmu. Ponadto, co przyznają sami mieszkańcy, mamy w tym roku wyjątkowo upalne lato, a co gorsza nieraz, wbrew normie, temperatura nie spada w nocy, co w efekcie oznacza jej zarwanie. Pocieszające, że cierpimy nie tylko my, cudzoziemcy, ale i nasze nauczycielki.

Jak już o profesorach mowa, to bardzo się cieszę z poleconej mi przez poprzedników szkoły. Nie wiem, jak to się stało, ale po roku (z dużymi przerwami) nauki języka, na teście kwalifikacyjnym miałem ten sam poziom, co po kilku latach nauki i praktyki francuskiego. Cieszyć się czy rozpaczać? Nie wiem. Mam wrażenie, że to jeden z łatwiejszych języków, jakich się uczyłem, co przyznają też inni poligloci. Muszę tylko opanować jedną podstawą rzecz: jak przy tych wszystkich sepleniących spółgłoskach się nie odwodnić, a o to nie trudno.

Będę musiał zapytać o to którąś z naszych lektorek. Naszą główną opiekunką jest Blanca. Nie sposób jej nie pokochać. Jest już bardzo doświadczonym pedagogiem, a przy tym ciągle wymyśla nowe zadania i tematy. To istny kastylijski żywioł. Zajęcia z nią to jeden niekończący się spektakl, w którym gra główną rolę – tańczy, śpiewa, odgrywa scenki. Trudno jest utrzymać się na krześle ze śmiechu. A z drugiej strony po każdym dniu wychodzimy z długa listą słownictwa, równie długą pracą domową i mnóstwem wskazówek językowych do przećwiczenia i zapamiętania.

W mojej grupie przeważają 2 podgrupy: Chińczycy i, co ciekawe, Amerykanie, ale o latynoskich korzeniach. Z reguły dobrze sobie radzą z językiem mówionym, ale mają problemy z gramatyką i pisownią. Początkowo byłem zaskoczony, że uczę się z ludźmi, którzy mówią płynnie po hiszpańsku, ale po wmyśleniu się w program zajęć, przestałem się dziwić. Zajęcia mają 2 podstawowe cele: wyczyszczenie gramatyki (to dla latynosów) i poszerzenie słownika o kolokwializmy i frazeologię, czyli coś co z reguły podręczniki pomijają, a bez czego jest się półanalfabetą językowym. Przy tym dużym urozmaiceniem jest właśnie porównywanie katalońskiego z odmianami latynoskimi.

Skoro wspomniałem już o podręcznikach, to jeszcze jedna uwaga: Nie mamy żadnego drogiego i kolorowego podręcznika. Zamiast tego szkoła ułożyła swój autorski program. Na początku dostaliśmy ponad 200 stron samego tekstu – ćwiczeń, artykułów, sprawdzianów, z czego korzystamy na zajęciach. Mam nieodparte wrażenie, że to jeden z najlepszych podręczników językowych, z jakich się uczyłem. I nie chcę tutaj  upraszczać, że jakość dydaktyczna jest odwrotnie proporcjonalna do szaty graficznej, choć coś w tym jest. W każdym razie okazuje się, że można i tak, i że to naprawdę przynosi efekty.

To tyle na dzisiaj. Atramentowo-papierowych snów…

DSC_0022

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s