Mallet-Stevens

Do wspomnianej w zeszłym tygodniu „szesnastki” warto zajrzeć nie tylko dla secesyjnych kamienic i willi Guimarda. Dzielnica będąca świadkiem przemian w architekturze końca XIX i połowy XX wieku oferuje znacznie więcej! Patronem naszej drugiej wycieczki jest modernista, Robert Mallet-Stevens. Tym razem wyprawa znacznie krótsza, bo żeby zapoznać się z jego stylem, wystarczy wybrać się na jedną ulicę. Noszącą zresztą jego nazwisko.

Tereny szesnastej dzielnicy zaczęły być sukcesywnie zabudowywane dopiero pod koniec XIX wieku. Jeszcze w latach międzywojennych, znaczne obszary czekały na zagospodarowanie. W 1925, bankowiec Daniel Dreyfus postanowił na części z posiadanych przez siebie terenów zbudować ulicę, której budynki (z założenia jednorodzinne) powstałyby według projektu jednego architekta. Tegoż imię nosić miała nowa ulica. Częścią pomysłu było również to, aby zamieszkali tam znajomi: muzycy, artyści, rzeźbiarze. Wybór padł na młodego architekta, Roberta Mallet-Stevensa, który do niedawna zajmował się przede wszystkim dekoracjami filmowymi. Zdążył już jednak zaprojektować kilka awangardowych willi dla śmietanki towarzystwa i był w modzie.

Siedem budynków (6 domów i portiernia) powstawały w latach 1926-34, zaś uroczysta inauguracja ulicy, z której zachował się film dokumentalny, odbyła się w 1927 roku. Sam architekt tak pisał o swojej ulicy:

Nie ma na niej miejsca na żadne lokale użytkowe. Jest całkowicie zarezerwowana dla mieszkania i odpoczynku; chodzi o to, by znaleźć tu prawdziwy spokój, z dala od ruchu i zgiełku, a sam jej wygląd, poprzez strukturę ogólną, ma przywoływać poczucie spokoju, bez smutku. Ulica może jednocześnie pozostawać wesoła i radosna, i dawać wytchnienie.

Jak przystało na estetykę modernistyczną, budynki są oszczędne w formie, co nie znaczy, że brak w nich elementów dekoracyjnych. Warto zwrócić uwagę na geometryczne witraże Louise Barilleta. Choć na pierwszy rzut oka kolejne wille wydają się niczym nie wyróżniać, każda została zaprojektowana z myślą o konkretnej osobie. I tak potężne drzwi wejściowe do domu rzeźbiarzy-bliźniaków, Jana i Joëla Martel, prowadzą do zajmującej dwie kondygnacje pracowni –  żeby łatwo można było transportować rzeźby. Z kolei w domu Erica Allatiniego, producenta filmowego, przewidziano dużą salę przeznaczoną do prywatnych seansów.

DSC_0144

Mallet-Stevens, znacznie swobodniej od Le Corbusiera podchodził do purystycznych zasad architektury modernistycznej. Nie miał oporów, by przełamywać je tak, żeby budynek lepiej służył mieszkańcom. To oni, ich potrzeby, ich życie jest ostatecznym kryterium architektury. Architekt nie ma im dyktować, jak powinni się zmienić, by dostosować się do dyktatu idealnej formy architektury. Ma przede wszystkim obserwować i słuchać.

DSC_0139

Warto zajrzeć na ulicę Mallet-Stevens przede wszystkim na wiosnę lub latem. A to dlatego, że jednym z pomysłów architekta było stosowanie zasady budowli otwartej. Nawet w skromniejszych projektach proponował liczne balkony i tarasy, które miały stanowić naturalne przedłużenie wnętrza. Można mówić o swoistym kontrapunkcie między tym, co skryte, a tym co zewnętrzne, ale również między ascezą i neutralnością ścian, a roślinami, które wypełniają balkony.

DSC_0138

Na pierwszy rzut oka trudno znaleźć dwa tak kontrastujące ze sobą style, jak Art Nouveau Guimarda i modernizm Mallet-Stevensa. Jednak jeśli zobaczyć, w jaki sposób obaj rozumieli funkcję architektury, jakim pryncypiom pozostawali wierni, okaże się, że są zaskakująco sobie pokrewni. Podobne też były ich losy: wczesny sukces i popularność, krótki okres mody i równie szybkie odrzucenie. W czasie okupacji Mallet-Stevens, podobnie jak Guimard, ucieka z Paryża w trosce o bezpieczeństwo żony, Żydówki. Umiera w 1945 roku, w całkowitym opuszczeniu i zapomnieniu. Kolejne dekady to czas dewastacji i burzenia popularnych niegdyś budowli. I podobnie jak w przypadku Guimarda ponowne odkrycie – w latach 80-tych.

DSC_0149

Niech zatem ostatecznie koniec tej historii tchnie nadzieją. I niech znakiem tej nadziei będzie krótki film (w sieci dostępna jest też półgodzinna wersja) przygotowany z okazji restauracji villi Cavrois pod Lille, która za parę dni zostanie otwarta dla zwiedzających. Czas nie musi wszystkiego pogrzebać. Zawsze jest miejsce na odbudowę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s