Guimard

Nie wszyscy znają jego nazwisko. Wszyscy natomiast (albo prawie wszyscy) bezbłędnie rozpoznają jego stylowe wejścia do paryskiego metra. Bruksela ma Wiktora Hortę, Barcelona – Gaudiego, a Paryż Hektora Guimarda. Chodzi oczywiście o jeden z najpiękniejszych stylów w architekturze i sztuce – secesję, która w świecie francuskojęzycznym znana jest raczej jako Art Nouveau. Nie bez powodu zresztą mówi się, że to pierwszy od gotyku nowy krok w architekturze. Choć oczywiście, jak w przypadku wszelkich uogólnień, więcej można wyliczyć kontrprzykładów niż przypadków wzorcowych, jest to rzeczywiście chyba pierwszy po kilku wiekach styl, który doskonałości nie poszukuje w naśladowaniu i ew. modyfikowaniu pomysłów mitycznego złotego wieku, ale upatruje ideał w tym, co nowe. Nawiasem mówiąc (i będzie to już ostatni nawias), warto zobaczyć, że „nowe” jako pozytywna wartość zaczyna funkcjonować dopiero mniej więcej w tej epoce.

Wróćmy jednak do samego Guimarda, który zasłużył się nie tylko uroczymi wejściami do metra. W 1913 było ich 167, ale do naszych czasów przetrwało 86. Początkowo wydawały się co najmniej kuriozalne, zbyt awangardowe, nie pasujące do otoczenia (to z resztą chyba główny wyznacznik wszystkich ważnych dzieł architektonicznych Paryża – żadne nie pasowało, a dziś to one określają nasze paryskie skojarzenia). Natomiast po pierwszej wojnie światowej, styl Art Nouveau spotkał się z analogiczną krytyką ze strony geometrycznego, prostego i funkcjonalnego Art Déco. O rozbiórce części stacji zadecydowała moda, w innych przypadkach chodziło o względy praktyczne – wejścia z przełomu wieku okazały się za małe, aby zapewnić ludziom bezpieczne wejście i ewakuację wobec wzmożonego ruchu. Tak więc od tego czasu zaczęły się pojawiać proste i nierzucające się w oczy wejścia modernistyczne, które może nie zachwycają, ale przynajmniej nie wioną kiczem jak te zbudowane w końcówce lat 80. i na początku 90., aż nazbyt przypominające estetykę pierwszych stacji warszawskiego metra. Jedyny plus, że rozmieszczone są siłą rzeczy na przedłużanych odcinkach kolejki, które wykraczają poza centralny Paryż, więc swym wyglądem nie mają za bardzo czego psuć. Na marginesie warto dodać, że po 2000 roku pojawiają się nowe pomysły, z których część przywraca stacjom metra wymiar sztuki, choć nieco innej niż sprzed wieku.

Działalności Guimarda oczywiście nie można ograniczyć do wejść do metra. W rzeczy samej, pewna niechęć, która przez długi czas towarzyszyła secesji sprawiła, że poza metrem w zasadzie wszystkie projekty architekta zostały zamówione przez osoby prywatne. Żeby je odkryć, najlepiej wybrać się do 16. dzielnicy, położonej na południowo-wschodnim skraju „ślimaka”, pomiędzy Sekwaną, laskiem bulońskim i Łukiem Triumfalnym. Słynna reforma barona Haussmanna obejmowała nie tylko wyburzanie domów w wąsko zabudowanym centrum miasta i tworzenie szerokich arterii, ale również powiększenie miasta o to, co w praktyce pokrywa się z zewnętrznym pierścieniem dzielnic w obrębie obwodnicy. Że przedsięwzięcie było ogromne, na zagospodarowanie nowej, 16. dzielnicy przyszedł czas dopiero pod koniec XIX wieku. Dzięki temu, pokonując stosunkowo krótki dystans, można podziwiać trendy i przełomy architektury początku XX wieku wieku.

Obowiązkowym punktem wycieczki jest Castel Béranger, pierwszy duży projekt 27-letniego wówczas architekta. Dla współczesnych musiał być szokiem, przede wszystkim przez zerwanie z wszelkimi zasadami symetrii. W fasadzie Guimard korzystał z trzech różnych budulców: kamienia i dwóch rodzajów cegieł, a po wizycie w Brukseli, pod wpływem spotkania z Hortą, zmodyfikował projekt i dorzucił drugi rodzaj kamienia, który widoczny jest z boku budynku.

DSC_0105

Oczywiście od razu możemy rozpoznać charakterystyczne quasi-roślinne ornamenty w metalu. Co ciekawe, to nie jest oryginalny pomysł architekta. Inspirował się teorią i wzornictwem nieznanego w Polsce szerzej Eugène Viollet-le-Duca, któremu muzeum architektury na początku roku poświęciło wystawę. Teoretycy architektury zauważają, że w praktyce Guimard zastosował już tu koncepcję „wolnej fasady”, steoretyzowaną i rozpowszechnioną 30 lat później przez Le Corbusiera. Nowatorskie jest również odsłonięcie miejscami metalowych elementów nośnych, znanych i stosowanych od kilku dekad, ale przy tym skrywanych pod zdobieniami, jak w przypadku opery. Budynek został przewidziany jako kamienica z mieszkaniami na wynajem dla klasy średniej, pod zarządem spółdzielni mieszkaniowej, w której architekt miał udziały.

Nieco dalej, przy tej samej rue La Fontaine znajdują się dwie inne kamienice, skromniejsze pod względem formy. Mankamentem secesji w czystej formie była złożoność, niepowtarzalność budowli, co kłóciło się z potrzebami szybkiego budownictwa. Był to zresztą również jeden z powodów wymarcia stylu po wielkiej wojnie, kiedy trzeba było szybko wybudować jak największą ilość mieszkań. Budynek na rogu rue d’Agar ocalił secesyjny rys przy skromniejszych środkach.

Warto przy okazji wskazać na kolejne przełamanie zasad, polegające na przekroczeniu limitu 6. piętra, wyznaczonego reformą Haussmanna. Nad tym poziomem Guimard dobudował jeszcze dwa piętra, z balkonami i dużą ilością światła. Dzięki wynalazkowi windy, ostatnie piętro przestało być niedogodnym lokum dla służby, a dostęp do światła dziennego, w zwartej zabudowie miejskiej, stał się znamieniem luksusu.

Problemy techniczne związane z dyktatem szybkiego budownictwa sprawiły, że, przynajmniej w wydaniu guimardowskim, secesja stała się domeną domów jednorodzinnych. Jednym z nich jest Hôtel Mezzara, zaprojektowany dla przemysłowca tekstylnego i producenta modeli dentystycznych. Z zewnątrz może nie wygląda tak okazale, ale wnętrze zaspokoi apetyt każdego wielbiciela Art Nouveau.

Guimard ożenił się stosunkowo późno, bo w wieku 41 lat z młodszą od siebie o 5 lat malarką, córką nowojorskiego bankiera, Adeline Oppenheim. W prezencie ślubnym zaprojektował dom, do którego małżeństwo przeniosło się z zajmowanego wcześniej mieszkania w Castel Béranger. Niewielka powierzchnia placu budowy sprawia, że budynek rozszerza się z każdą kondygnacją. Charakterystyczny jest też układ pięter. Na parterze mieściło się biuro architekta, pierwsze piętro zajmował salon i pokoje reprezentacyjne, na drugim były sypialnie państwa, na trzecim – pracownia pani, i standardowo mansarda – dla służby.

Jako się rzekło, po pierwszej wojnie zainteresowanie secesją spadło. Guimard eksperymentował z budownictwem łatwiejszym w konstrukcji, ale efekty nie zaspokoiły ani jego ambicji artystycznych, ani potrzeb rynku. W większości przypadków, gdyby nie charakterystyczny podpis autora przy wejściu, trudno byłoby skojarzyć go z nimi.

W 1938 roku Guimard w trosce o bezpieczeństwo żony, która była Żydówką, emigruje do Nowego Jorku, gdzie w 1942 roku umiera w całkowitym zapomnieniu. Duża część z jego budowli niszczeje, część jest wyburzana. Kiedy po wojnie Adeline zaproponuje rządowi francuskiemu kupno ich domu i zrobienie w nim muzeum poświęconego pamięci męża, spotyka się z odmową. W ten sposób rozproszeniu, a po części zniszczeniu ulega jego archiwum. Dopiero w latach 70. Guimard zostaje na nowo odkryty. Jednak wielu zniszczeń nie da się już nadrobić. Z dzisiejszej perspektywy niechęć społeczeństwa, z jaką się spotkał, może się wydać dziwna. Pozostaje nam spokojny spacer ulicami i zaułkami „szesnastki” i rozkoszowanie się tym, co ocalało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s