Jeszcze parę minut…

Przeglądając ostatnio klasztorny album nie bez ironii skomentowałem, że gdyby ktoś chciał się z niego dowiedzieć, wokół czego koncentruje się życie naszej wspólnoty, doszedłby do wniosku, że są to… pogrzeby. Oczywiście w klasztorze odbywa się codzienna – skromna, prosta a piękna – liturgia. W każdym tygodniu jest po kilka spotkań, konferencji, prelekcji. Przyjmujemy mnóstwo gości, wśród których nierzadko są całe grupy duszpasterskie. Fakt jednak faktem, że najwięcej zdjęć jest z pogrzebów, z resztą nie mało ich ostatnio było.

Wahałem się przed tym wpisem. Pomyślałem, że jeszcze dwa takie (co przy naszej średniej wieku nie byłoby niczym dziwnym), a blog zamieni się w klasztorny album lub jak kto woli „ilustrowaną księgę zmarłych”. Jednak udało mi się samego siebie przekonać. Po prostu jestem im to winien. Choć dla zdecydowanej większości z Was ich imiona nie będą niczym więcej jak anonimowymi nazwiskami na mijanych pośpiesznie nagrobkach w drodze na ten rodzinny. (Tu świta mi w głowie myśl, do której powrócę na koniec).


Napisanie o 85-latku, że zmarł śmiercią nagłą i niespodziewaną, na pierwszy rzut oka może się wydać kpiną. Trudno mi jednak inaczej myśleć o ojcu Jean-Pierre Lesigne. Ostatnio miał trochę problemów z utrzymaniem równowagi, więc przemykał nieśmiało, ubezpieczając się ścianami, krzesłami, stołami. Uśmiechnięty, zasłuchany, ale nie narzucający się.

Z reguły przychodził jakiś kwadrans po nas na kolację. Niejednokrotnie zdążyliśmy przejść już do deseru. Podchodził spokojnie do stolika i z ujmującą grzecznością pytał (to stało się niemal rytuałem): Czy pozwolicie, że usiądę z wami? albo: Czy będę miał przyjemność usiąść z wami? Odpowiadaliśmy chórem, że to będzie dla nas przyjemność, i instynktownie dłoń uzbrojona w łyżeczkę zwalniała, aby odwlec jeszcze na trochę nieubłagany koniec posiłku. Co by Jean-Pierre nie został sam.

Śpieszyło się, śpieszyło. Tyle jeszcze było do zrobienia. A jednak, nie tylko z grzeczności, pozwalaliśmy sobie „zmarnować” jeszcze parę chwil, kiedy Jean-Pierre był z nami.

(zdj. arch.)
Jean-Pierre Lesigne OP (zdj. arch.)

Ten stały rytuał towarzyszył kolacji w pewną niedzielę. Wróciłem zmęczony po weekendzie w Łodzi. O niczym innym nie marzyłem, jak pójść do celi, rozpakować się i dobrze wyspać. W drzwiach refektarza pojawił się Jean-Pierre. Cóż, trzeba będzie zostać chwilę dłużej. Jeszcze parę minut… Następnego dnia rano, kiedy wracałem z mszy u nazaretanek, zobaczyłem przed klasztorem 2 karetki. Jean-Pierre miał wylew. Pół godziny później widziałem z okna skrawek jego głowy, szczelnie opatulonej na noszach, gdy wynoszono go z klasztoru. Dwa dni później zmarł.

Może powinienem napisać o czymś innym. O jego belgijskich korzeniach. O słynnej brukselskiej rodzinie wydawców. Od kilkunastu dni na moim biurku leżą 2 tomy antologii literatury francuskiej z jego biblioteki, które dostałem od przeora na pamiątkę. A może o decydującej dla jego biografii nocy z 24 na 25 listopada 1964 roku w Kongo, kiedy na jego oczach zamordowano 19 księży (w tym 4 dominikanów) uwięzionych razem z nim. Czemu on ocalał, a inni zginęli, nigdy nie wiedział. Dzień później szczęśliwców uwolnili belgijscy spadochroniarze.


Niecałą dobę przed Jean-Pierrem, po cichutku odszedł Michel – ten od ostryg. To było takie odchodzenie rozłożone na bardzo wiele etapów. Niekoniecznie jednak łatwiejsze dla wspólnoty. Jak już wspomniałem kiedyś, od pół roku niewiele jadł, a ostatnio musieliśmy go zmuszać, żeby cokolwiek wziął do ust. Wygasła wola życia i żadna rozmowa, żaden lekarz, a był pod opieką wielu, nie był w stanie nic na to poradzić.

(zdj. arch.)
Michel Lamothe OP (zdj. arch.)

Przy tej okazji przyszło nam zmierzyć się z niełatwymi pytaniami: Czy mogę pozwolić mojemu bratu umrzeć? Do jakiego stopnia wolno mi/powinienem przymuszać go do życia? Jak nie zgubić drogi na niewyraźnej granicy między sztuczną śmiercią a sztucznym życiem?

Chciałbym przy tym od razu zdystansować się od kwestii etycznych. To było chyba moje największe odkrycie tego czasu. Wcześniej zdziwiłbym się: Zdystansować się od kwestii etycznych? To co jeszcze pozostanie? Po pierwsze, przez ten dystans nie rozumiem zawieszenia czy obalenia osądu etycznego. Myślę, że jak większość z nas, taki posiadam. Choć możemy różnić się imperatywami i wartościami, zasadniczo sumienie nam dość jasno podpowiada ocenę. Pytanie, jak się do niej odniesiemy.

Dystansuję się od oceny moralnej, bo odkrywam, że na niej nie wszystko jeszcze zakończone. Nie jest ostatnim słowem, ostatecznym rozwiązaniem. Sytuacja jak ta, mojego współbrata, stawia zadanie nie tylko mojemu sumieniu, ale w równym, a może nawet większym stopniu, mojemu człowieczeństwu. Jak, wiedząc, co słuszne, nie przegrać walki o ocalenie człowieczeństwa mojego i mojego współbrata? Jak zetknąć ze sobą dwa punkty, dwie racje, które być może łatwiej, ale nie lepiej, byłoby potraktować rozłącznie? Jak w miłości unieważnić albo-albo?

Nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie. Pan Bóg był trochę szybszy i, kiedy czekaliśmy  na wiadomość o śmierci Jean-Pierre’a (stan po wylewie był nieodwracalny), w drugim szpitalu, po cichutku pożegnał się z nami Michel. Pytanie jednak padło. I nie raz pewnie zostanie zadane.


Napisałem we wstępie o anonimowych nagrobkach i po chwili przyszła mi myśl, z którą teraz się dzielę, że to jednak bardzo pogańskie stwierdzenie. Gdzieś u źródeł jest chyba myśl, że sprawa mojego zbawienia to kwestia między mną a Panem Bogiem wyłącznie. „Każdy sobie…” I w życiu, i w śmierci jesteśmy sobie obojętni i anonimowi. Tu trzeba by znowuż otworzyć wielki nawias i zapytać, czy nie obojętność stoi u źródeł każdego kryzysu Kościoła. Zostawię to jednak na kiedy indziej. Może też – komu innemu. Na dziś tylko jedna myśl, z którą, mniemam, że utożsamią się i nie-chrześcijanie. Obojętność stoi u źródeł każdego kryzysu miłości. Grzech pierworodny miłości to: „Nic mnie nie obchodzisz”.

Jedna uwaga do wpisu “Jeszcze parę minut…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s