Początek i koniec

Pierwsze dni Wielkiego Postu upłynęły mi bardzo liturgicznie. W środę rano jak zwykle odprawiłem mszę u sióstr, ale potem poszedłem na naszą mszę klasztorną, aby przyjąć od przeora posypanie popiołem. W tym roku bardzo uderzył mnie wymiar wspólnotowy tego obrzędu. W Polsce, poza domami formacji, z reguły w Popielec każdy z nas odprawia mszę samemu i prosi jednego ze współbraci, którzy przychodzą pomóc, aby na początku posypał mu głowę. Tutaj większość wspólnoty była na jednej mszy. Bardzo wyraźny był to znak, kiedy każdy podchodził do swojego przełożonego, a ten wzywał go do nawrócenia.

Tym bardziej, że we Francji, podobnie jak w krajach anglosaskich, nie sypie się popiołem na sposób rzymski, ale robi nim ciemny znak krzyża na czole (czasem wyjdzie z tego kropka lub kreska). Do znaku pokuty dołącza się podwójny symbol z Księgi Ezechiela i Apokalipsy: znaku krzyża (Taw), pieczęci tych, którzy wybrali Boga i są wezwani do świadectwa – nierzadko wbrew swojemu utoczeniu. Kolejny ważny wątek do przemyślenia w najbliższych tygodniach. W każdym razie, w przyszłym roku na pewno sam zastosuję u sióstr ten sposób. Ma on też wymiar niezwykle praktyczny. Nie trzeba kombinować, co zrobić z welonami!


W piątek skorzystałem z zaproszenia poznanego niedawno Słowaka, na jego święcenia diakonatu w ukraińskiej katedrze grekokatolickiej. Zatem po mszy u sióstr ruszyłem na Boulevard St. Germaine, zaopatrzony we francusko-ukrański mszalik, który pożyczył mi mój współbrat, Jimmy – Amerykanin ukraińskiego pochodzenia, mieszkający w naszym klasztorze.

Po raz kolejny miałem okazję „zanurzyć się” w przepięknej liturgii bizantyjskiej, odświeżając sobie w pamięci, jak bardzo różna wrażliwość gromadzi naszych sąsiadów przy tym samym stole. Tym razem to wrażenie jedności było jeszcze silniejsze, bo cerkiew wypełniona była duchownymi bardzo różnego pochodzenia. Od razu w oczy rzuciła mi się spora ilość Azjatów. Byli i rzymscy katolicy, i grecy; i zakonnicy, i księża diecezjalni. Był też ksiądz mniej więcej w moim wieku, którego strój wskazywał na tradycjonalistyczne zapatrywania, a także pewien Kopt.

Na początku liturgii rektor przedstawił zgromadzonym kandydata do święceń. Muszę przyznać, że podwójnie ucieszyłem się w tym momencie. Po pierwsze dlatego, że miałem okazję bliżej poznać Bogdana, który, jak się okazało, miał bardzo ciekawą drogę do kapłaństwa. Po drugie dlatego, że czegoś takiego mi oszczędzono. Prezentacja miała bowiem charakter cukierkowatej laurki na temat cnót i wyjątkowości Bogdana. Przy okazji, na szczęście, były też i interesujące informacje biograficzne.

Bogdan pochodzi z Bratysławy, z rodziny grekokatolickiej. Po studiach informatycznych wyjechał do pracy do Paryża. Szukając powołania, wyjechał na jakiś czas jako wolontariusz na Tajwan. Po powrocie zdecydował się wstąpić do seminarium, pod jurysdykcją Misji Zagranicznych. Jest zatem Słowakiem, który we Francji wstąpił do seminarium misyjnego, aby przyjąć święcenia w obrządku grekokatolickim i pracować na Dalekim Wschodzie. Uff… To by mniej więcej wyjaśniało różnorodność uczestników święceń.

O samej liturgii nie będę pisał, bo to temat na osobny wpis, a liczę, że z pomocą Jimmy’ego jeszcze nie raz wezmę udział we liturgii wschodniej. Wspomnę tylko interesujący detal: sam obrzęd święceń ma miejsce już po modlitwie eucharystycznej, zaraz przed Ojcze Nasz. Czyli inaczej niż na Zachodzie. Liturgistom pozostawiam obszerne komentarze, skąd takie różne tradycje i jaka jest ich wymowa.


 

W końcu trzeci dzień mojego małego wielkopostnego Triduum. Zupełnie inna okazja. W sobotę rano odbył się pogrzeb zmarłego w środę brata Pedro. Kościół nie pomieścił licznych gości, którzy stali i w przedsionku, i przy furcie, aż po drzwi wejściowe. Nic dziwnego, bo osoba zmarłego była nietuzinkowa.

Pedro urodził się 80 lat temu w Pampelunie. Był Baskiem i, jak to stwierdził jeden z braci w kazaniu, buntownikiem do szpiku kości. Ojciec osierocił go rok po urodzeniu, natomiast matka uciekła przed frankistami do Francji, zostawiając go na wychowaniu jakiejś sąsiadce. Gdy poszedł do szkoły, kobieta umarła, a on po raz kolejny został sam. Jakiś czas żył na ulicy. W końcu przedostał się do Francji, gdzie już jako nastolatek odszukał nieznaną matkę.

Zasłynął swoją działalnością dla bezdomnych. Kilkadziesiąt lat spędził, mieszkając poza klasztorem, tworząc miejsca pomocy ludziom ulicy. Założył grupę „Towarzysze nocy”. Włóczył się z nimi nocami, rozmawiał, spowiadał. Stał się postacią rozpoznawaną, co pozwoliło mu też przebijać się do wyższych sfer jako głos wykluczonych. Łączył w sobie prostotę wysłuchania drugiego człowieka, bycia z nim, pamiętania, choćby czasu nie było za wiele, a z drugiej strony impulsywność, wojowniczość i buntowniczość niepokornego Baska.

Na jesieni podupadł na zdrowiu. Diagnoza: podwójny rak. I jedno marzenie: byle doczekać do Bożego Narodzenia i corocznej wigilii dla bezdomnych. Doczekał. Nawet kawałeczek dłużej. Na kazaniu mówił o Zmartwychwstaniu. Fragmenty tej homilii odczytano na pogrzebie.

Jak zdołałem się zorientować z opowieści znających go dobrze braci, nie był łatwym człowiekiem. Ale pomimo, a może właśnie przez te „drzazgi” charakteru przebijało się dobro. Na pewno był człowiekiem głębokiego współczucia. Chory na sprawiedliwość, krzywdę ludzką. I potrafiący dotrzeć do ludzi bardzo różnego pochodzenia i poglądów. Najlepszy dowód: w dzień po śmierci dostaliśmy list kondolencyjny od pani mer. (Dla tych, co nie wiedzą, mimo rekordowo niskiego poparcia socjaldemokracji Hollande’a, pokonała prawicową rywalkę). List bardzo osobisty. A w sobotę zaskoczyła wszystkich i przyszła na mszę pogrzebową. Nie na pokaz – mediów takie wydarzenia nie interesują. Nie jako osoba publiczna, ale – prywatna. Zdaje się, że nie raz całkiem szczerze sobie z Pedro rozmawiali. Tak to czasem ta laickość w wydaniu francuskim wygląda…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s