Rzeczy zbędne

Pretekstem do tego krótkiego wpisu stała się rozmowa w czasie dzisiejszego obiadu. Dotyczyła jednego z naszych seniorów, o którym już kiedyś tu wspominałem. Michel – zasłużony kaznodzieja i rekolekcjonista cierpi na afazję. Jeszcze jakiś czas temu udawało nam się go prowokować, żeby nie bał się mówić. Cierpliwie czekaliśmy na każde kolejne słowo – to akurat potrzebne zawsze gdzieś się gubiło. Jednak od jakiegoś czasu Michel praktycznie zamilkł. Poza „ça va?” nie wiele można od niego usłyszeć. Do tego w ostatnim czasie coraz bardziej się wyłącza – mało je, strasznie ostatnio schudł. Jest niby pod opieką lekarską, ale widzimy, że choć nie opuszcza posiłków, rekreacji i modlitw, staje się coraz bardziej przezroczysty.

Bardzo źle się z tym czułem, bo skądinąd wiem, jak niezwykle bogatym jest człowiekiem. Przepięknie się uśmiecha. Ten śmiech mu właściwie tylko pozostał. Postanowiłem więc od jakiegoś czasu zmienić nieco taktykę. Już nie prowokuję go do wypowiedzi. Wiem, że za bardzo go to już krępuje. Sam stracił do siebie cierpliwość i bardzo źle się z tym czuje. Zamiast tego zagaduję go i opowiadam, co mi się ostatnio przytrafiło. Specjalnie dobieram same śmieszne historie, w większości których wychodzę na idiotę – coś pomylę, przekręcę, wpadnę na coś. Nie muszę nawet kończyć. Już po drugim zdaniu Michel głośno i radośnie się śmieje. Po czym klepie mnie po ramieniu z życzliwością. W ten sposób nie tylko odkryłem nowy sposób dotarcia do współbrata, ale i sens wszelkich najgłupszych rzeczy, jakie mi się przytrafiły. Mógłbym dąsać się i obrażać na Boga, że coś mi nie wyszło. Mógłbym irytować się na siebie i popadać w rozpacz i rozgoryczenie. Dzięki Michelowi możemy się razem z tego śmiać. Zbędne staje się niezwykle ważne.

O jeszcze ciekawszej inicjatywie dowiedziałem się dziś na wspomnianym obiedzie. W najbliższym czasie Michel będzie obchodził 93. urodziny. Dwóch współbraci postanowiło zorganizować dla niego kameralne przyjęcie. Kiedyś chodzili razem do restauracji. Teraz jednak, ze względu na samopoczucie Michela, postanowili przenieść imprezę do klasztoru. Odkryli, że chociaż mało co je i na nic nie ma ochoty, wciąż jednak zostało mu upodobanie do ostryg. Zamówili zatem koszyk ostryg, aby zrobić mu przyjemność. Bezcenne!

Kiedy myślę o przyjaźni i próbuję jakoś znaleźć dla niej miarę, coraz częściej zwracam uwagę nie na to, co ważne, ale co całkowicie zbędne. Owszem: nie można wszystkiego postawić na głowie. Marzycielstwo potrafi zaprowadzić nas na manowce. Ale jednak bez tej odrobiny zbędności, relacja czy to koleżeńska, czy małżeństwa traci ważny smak. Oczywiście, trwa. Wszak wierność próbuje się w rzeczach powszednich, błahych. Jednak to, co w nas wyższe, Boża iskra, które każe patrzeć wciąż wzwyż i w dal, nie zadowoli się tym, co praktyczne i konieczne. Potrzebuje choć odrobiny fantazji.

Uczymy się, z mniejszym lub większym skutkiem, oszczędzać, optymalizować. Zróbmy sobie co jakiś czas rachunek z dobrego marnowania. Z opowieści bez morału, spacerów bez celu, ekstrawaganckich ostryg czy choćby langusty. Umiejmy dawać sobie również to, co zbędne. Jedynie niezbędna jest miłość.

2 uwagi do wpisu “Rzeczy zbędne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s