Nic szczególnego

Kiedy piszę te słowa, już trzeci dzień trwa pościg za dwójką braci, Saidem i Cherifem Kouachi. Trzy dni strachu, oburzenia i akcji jak z dobrego (w tym kontekście dziwnie to brzmi) filmu akcji z pościgami, strzelaninami i obławą gdzieś na bezbarwnych przedmieściach i w ponurych lasach.

Do Paryża napływają kolejne wyrazy solidarności i potępienia terroryzmu. Na wszystkich budynkach państwowych, miejskich, szkołach pojawiły się zwinięte flagi. Co kilkaset metrów można spotkać patrole policji z karabinami, a przed wejściem na uczelnie i do szkół kontrola tożsamości. Po raz pierwszy widzę olbrzymią bramę do École Normale zamkniętą. Wejście tylko przez portiernię, przy użyciu karty magnetycznej, którą wcześniej sprawdza ochrona.


Kolejny paradoks globalizacji i cyfryzacji. O zamachu dowiedziałem się z 2-godzinnym opóźnieniem, czytając komentarz jednego z moich polskich braci. Chwilę czasu zabrało mi ustalenie, co się stało. Nie byłem zresztą  chyba sam, bo wcześniej na obiedzie żaden z braci nie poruszał tego tematu. Środek dnia to msza, obiad, rekreacja, więc nikt nie śledzi bieżących informacji.

Za to już na kolacji ożywiona dyskusja – i tak już przy kolejnych posiłkach. Wieczorem wyjątkowo zaglądam na salkę telewizyjną. O 20:00 orędzie do narodu wygłasza prezydent. Ciekawi mnie, co powie, choć bardziej chodzi mi o gest solidarności z moimi francuskimi braćmi. W przemówieniu oprócz wyrazów współczucia powraca wciąż temat zbezczeszczonej wolności. Francja wolnością stoi i tej wolności, na każdej płaszczyźnie będzie bronić. – Słowa zapewne poruszające francuską duszę – dla mnie trochę płaskie. Wolność – to znaczy co? Wartości republikańskie – jakie? Czym się wartość obroni? Jak widać, dla co najmniej 2 obywateli Republiki te wartości nic nie znaczą. Nie są ich. Nad oferowaną im wolność i demokrację przedkładają swoją wiarę i kulturę zbudowaną na religii – tak, jak ją rozumieją i przeżywają.


Kolejne dni przynoszą coraz więcej informacji o poszukiwanych. Z urywków prasowych można już odtworzyć swoistą biografię. Dwaj z czwórki osieroconego rodzeństwa. W zasadzie nic szczególnego. Trochę na bakier z prawem, ale to przecież pewien kod konkretnej subkultury – jak przedmieście pozostającej w symbiozie z miastem. Używki, drobne rozboje, chuligaństwo, hip-hop jako wyraz buntu wykluczonych przeciw konsumpcyjnemu społeczeństwu. Ironia losu: kupowany przez to konsumpcyjne społeczeństwo jako swoisty fetysz – lek na moralnego kaca?, egzotyka?, fascynacja? Dwa światy, a przecież to właśnie z tego drugiego, przelotnie romansującego z kulturą przedmieść wywodzić się będą przyszłe ofiary. Bogata i szczęśliwa mysz zahipnotyzowana przez pytona.

Coś się zmienia po 2000 roku. World Trade Center, Afganistan, Irak. Wśród dość obojętnych religijnie braci i im podobnych zaczynają działać samozwańczy imamowie. Wśród nich Farid Benyettou – „emir”. Bracia mają 22 i 24 lata – ich guru: 23. Ze swojego bogatego doświadczenia życiowego i wnikliwych studiów nad Koranem uczy młodszych i starszych od siebie wyrostków o obowiązku dżihadu. Nie brzmi to groteskowo? Banalnie? A może strasznie?

Zresztą nie popadajmy w wystudiowane oburzenie: przecież ten schemat nie pojawia się pierwszy raz i nie dotyczy tylko islamu. Młodzieżówki rewolucyjne o każdym do pomyślenia zabarwieniu, i z lewa, i z prawa. Odległe czasowo, przestrzennie? A różnego rodzaju radykalne środowiska w internecie? Przerzucające się argumentami za „my” i przeciw „oni”. Tematyka – całkowicie dowolna, niekoniecznie polityczna, obyczajowa czy kulturowa. Wiele z nich całkiem niewinnych. Nie każdy sięgnie po broń. Zdecydowana większość – nie. Mechanizm jednak dokładnie ten sam. Sumienie inne. Nienawiść? – oszacujcie sami.


Mówiło się o tym już od dawna: Francja stanęło pod ścianą. Bo przecież nie tylko o tych dwóch gorących braci chodzi. Jeśli już, to na poziomie symbolicznym. Od kilkunastu miesięcy coraz głośniej i bez skrupułów kolejni samozwańczy heroldzi dżihadu wzywają do mordowania Francuzów – we Francji. Ale co tu można zrobić? Wysiedlić? – Pomysł nierealny. Poza tym przecież część się rzeczywiście znaturalizowała. Część schroniła się we Francji przed realnym prześladowaniem. Nie da się oddać sprawiedliwości. A z drugiej strony: jak wielu prostych, zwyczajnych, niczym nie wyróżniających się muzułmanów rozpoznawano gdzieś w Syrii czy Iraku z kałasznikowem w ręce? Największą siłą przetrwania zła jest zawsze i nieodmiennie jego banalność. Nic szczególnego.


Jest jeszcze jeden punkt: przecież w powtarzanej tutaj od pół wieku narracji mamy do czynienia z ofiarami: bezwzględnej, zachodniej kolonizacji. Jeśli zajmujesz się tematyką społeczną, polityczną czy etyczną, jak mantrę musisz powtarzać: postkolonializm, postkolonializm, postkolonializm. Cokolwiek miałby on w rzeczywistości oznaczać. Wszak w języku częstotliwość użycia jest wprost proporcjonalna do deficytu sensu. Ale tym razem, wbrew mojemu znużeniu wszelkiej maści „izmami”, pozwolę sobie na małe, trojańskie oczko w tę stronę. Kolonializm znaczy (między innymi) długa lista niewybaczalnych win i zbrodni, pośród których największą jest dekolonizacja (i ufundowany na niej postkolonializm). Przez lata żyłować kogoś, a na koniec ofiarować demokrację. Bo chciał tego? Bo ją ceni? Nie, bez pytania – bo gryzą mnie wyrzuty sumienia. Nie skończyły się wraz oddaniem niepodległości i wyrazami przeprosin? No to będę dalej ucinał głowy nieśmiertelnej hydrze wyrzutów sumienia – de facto na koszt tego drugiego. Tylko że on – zmęczony i ośmielony wystawi kiedyś rachunek. To się dzieje.


Piszę te parę luźnych akapitów. Myśli są jeszcze nie do końca pozbierane. Na pewno nie – klarowne. Wybacz mi zatem, Czytelniku, brak precyzji, a to co przez nią odczytać można by w sposób absurdalny, przeczytaj, proszę, z życzliwością, na moją korzyść. Jeśli uznajesz, że mam inteligencję i sumienie.

Myśl idzie dziś kręty drogami, ale zaskakująco zmierza do jednego punktu. Jest nim szacunek. Nie obojętność, neutralność, separacja. Ale szacunek. Kogo się ceni, od tego też się wymaga. Jedno i drugie. Nie ma tu opozycji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s