Nie-obecność

Wczoraj popołudniu spakowałem walizkę i podjechałem na stację metra Invalides. W związku z przedświątecznym ruchem, linie Air France proponują pasażerom darmowe nadanie bagażu rejestrowanego w centrum miasta, dzień przed datą odlotu, aby uniknąć kolejek na lotnisku. Wszystko przebiegło zaskakująco sprawnie. Czekało na mnie 8 wolnych stanowisk, żadnej kolejki. Od razu dostałem kartę pokładową i pudełeczko z dwoma czekoladkami – świąteczny prezent od linii lotniczych. Myślę, że zaoszczędziłem dobre 1,5 godziny. Teraz tylko pozostaje jeszcze jedna niewiadoma: Czy mój bagaż dotrze na czas i na miejsce? Czy prezenty dla mojej rodziny i drobne zamówienia dla znajomych 22. grudnia wieczorem znajdą się na Okęciu, czy bezpańskie na darmo czekać będą na mnie gdzieś w Singapurze czy Maroko?

Lot mam dopiero wieczorem, więc akurat zostało trochę czasu, by uporządkować moje sprawy przed wyjazdem, rozpisać sobie zobowiązania na styczeń, zebrać myśli i nacieszyć się jeszcze parę godzin Paryżem.

Pewnie nie jestem w moich refleksjach odosobniony, ale żyjąc w globalnej wiosce, różnice między „tu” i „tam”, obecnością i nieobecnością tak się zatarły, że nie wiem, czy określenia te mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie. Zdałem sobie z tego sprawę mocno w ostatnich tygodniach, które, poza koniecznymi wycieczkami do szkoły i z mszą do sióstr, spędzałem w celi. Właściwie poza nieco innym widokiem za oknem (któż wpatruje się godzinami w okno?) i innym rozstawieniem mebli, moja paryska cela niczym się nie różni od poznańskiej. Kiedyś jeden z braci zaproponował, żeby w celu ułatwienia ciągłych przeprowadzek w naszej prowincji, bracia zamieszkali w kontenerach, a klasztory były budowane na zasadzie odłączanych i przełączanych segmentów. Oszczędziłoby to pakowania i przemeblowania. Oczywiście były to tylko żarty (tak przynajmniej mi się wydaje, bo z braćmi to nigdy nic nie wiadomo). W końcu w niektórych przypadkach przeprowadzka może okazać się jedynym i ostatecznym pretekstem do uporządkowania celi i zweryfikowania zakonnego ubóstwa.

Wracając do mojej paryskiej celi (i do Waszych mieszkań?), przecież i tak żyjemy już w tzw. rzeczywistości hybrydowej. Przestrzeń fizyczna jest już tylko przedsionkiem – wirtualnej. Granicą tych dwóch światów, które coraz mocniej się przenikają, jest ekran komputera, komórki i czego tam jeszcze chcecie. A stąd już wykraczamy poza wszelkie rozróżnienia przestrzenne – zamieszkując jeden i ten sam świat internetu, w którym wszystko jest „tu” i „teraz”.

Odbieram maile, widzę, co słychać u moich znajomych półtora tysiąca kilometrów stąd. W ilu wypadkach, będąc na miejscu, wszedłbym głębiej w ich życie, wydarzenia? Ile razy nie zadowoliłbym się odczytaniem, ewentualnie polubieniem, skomentowaniem, a napisałbym chociaż dwa słowa prywatnie (przynajmniej maila wysłał), zadzwonił, a może nawet (czy aby?) spotkał się? W jakim stopniu rzeczywiście jestem tu, w Paryżu, dalej niż, gdybym był w Poznaniu, Krakowie czy Warszawie?

Wiadomości? Czytam je codziennie. Dzięki temu, że jeden z ogólnopolskich dzienników w ostatnim czasie poszerzył bezpłatny dostęp do wydania elektronicznego, wiem na bieżąco, co w trawie piszczy. Owszem, nie mam całej gazety, ale czy mając ją, przeczytałbym normalnie coś więcej? Przecież czas i tak jest ograniczony.

Jeśli coś pozostało jeszcze z tęsknoty, to – za konkretnymi ludźmi. Tak, ale może tylko dlatego, że jestem sentymentalny. Wychowałem się (jeszcze!) na książkach i rozmowach. Ale czy za jakiś czas zostanie nam jeszcze coś z tęsknoty? Czy nie odejdzie do zbioru słów bez znaczenia, dołączając do „tu” i „teraz”? Jeśli nie potrafię przeżyć, doświadczyć obecności, nieobecność nie zrobi mi różnicy. W takim świecie nie będzie możliwości tęsknoty. By cierpieć brak, trzeba rozpoznać obecność. A ta już się stopniowo nam rozpłynęła.


Myślę, że tego własnie chcę Wam życzyć z okazji Bożego Narodzenia: odnalezienia na nowo obecności – od tych małych, marginalnych spraw poczynając, na Obecności Niepojętego kończąc. Byście mieli za czym/kim/Kim tęsknić. I by ta tęsknota czyniła Wasze życie znaczącym. By pchała was, wbrew wszystkim i wszystkiemu, ku dobru.

2 uwagi do wpisu “Nie-obecność

  1. no tak. Trzeba dbać o to „tu” i „teraz”. O rozmowę. Lubię Ciebie czytać, Bracie Dominiku kochany 🙂 Mam nadzieję, że uda się nam jakoś spotkać…w tej rzeczywistości „tu” i „teraz” 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s