Beaujolais nouveau

Paryż przebiera się. Wprawdzie wciąż mamy przepiękną jesień, a temperatura waha się średnio między 12 a 16 stopni w ciągu dnia, więc garderoba paryżan chwilowa nie zmienia się, natomiast miasto pozostaje wierne nieubłaganemu biegowi czasu. Zacieniające bulwary platany (i ich kuzyni) zgubiły już w większości złote szaty. W zamian, te z Champs-Elysées, dla szyku dostały srebrną biżuterię świątecznej iluminacji. Parę dni temu nastąpiła inauguracja, nic dziwnego, że wczoraj wieczorem zwykle i tak niemały tłum turystów i spacerowiczów stał się do granic możliwości nieprzebrany. W końcu i paryżanin, i paryżanka może pozwolić sobie na odrobinę zapomnienia w rajskiej alei. I przyznać trzeba tu rację: to chyba jedna z najpiękniej udekorowanych alei świata. Muszę w najbliższym czasie wybrać się jeszcze raz, tym razem autobusem, ale obawiam się, że dla uniknięcia tłumów – nocnym.

Tak na przykład prezentuje się za dnia Rue de Rennes

Od tygodnia również inne ulice w mieście zyskały świąteczną oprawę. Nie tak widowiskową, ale przecież każda dzielnica chce się pokazać. Właściciele restauracji powoli dekorują werandy światełkami, na placach rozstawiają się pierwsze stoiska z choinkami, a w sklepach rozpoczęło się szaleństwo zakupowe. Również Disneyland zdarł już halloween’owe bilboardy z czarnymi charakterami. Twarzą sezonu 2014/2015 została księżniczkę z zeszłorocznego filmu Kraina lodu.

Pracownicy szykownej La Lorraine z 17. dzielnicy dekorują krzewy lampkami choinkowymi.

Zmianę pory roku widać też w menu. Wprawdzie i tak na większości targów gros produktów można dostać przez cały rok, Francuzi nie byliby jednak sobą, gdyby nie ocalili trochę sezonowego snobizmu. Tak więc z tygodnia na tydzień rośnie imperium ostryg, które zdobią już witryny nie tylko wybranych, tradycyjnych restauracji z owocami morza, ale również mniejszych brasserie w poszczególnych dzielnicach.

Druga połowa listopada to również wielkie święto beaujolais nouveau. Co roku dokładnie w trzeci czwartek miesiąca rozpoczyna się sprzedaż wina z tegorocznych zbiorów. Data ta, co ciekawe, jest usankcjonowana prawnie. Moment ten można by bez wahania określić jako taki postój w pół drogi między jesiennymi feriami na Toussaint a Bożym Narodzeniem. Oczywiście komercyjnie nie może się z nimi równać, tym niemniej ilość reklam i cała ogólnokrajowa kampania promocyjna jest dość imponująca. W każdym sklepie przy wejściu na eksponowanym miejscu znajduje się kilka butelek z etykietą nouveau. Temat podejmują też wszystkie restauracje i bary. Nic więc dziwnego, że w klasztorze w czwartek na obiedzie zamiast tradycyjnych karafek pojawiły się butelki z beaujolais.

Przed przyjazdem tutaj słyszałem wiele złego o beaujolais nouveau. Że słabe, że cukierkowate. Ktoś nawet porównał jego smak do lizaka lub gumy do żucia. Czasem rzeczywiście producenci eksperymentują z różnymi aromatami. Podobno samo beaujolais, które jest marką również normalnego wina, stało się ofiarą nouveau, bo wszyscy kojarzą je z nim i nie kupują, gdy mają do wyboru inne. Cóż, piłem i zwyczajne beaujolais i, ostatnio, nouveau, i albo podawano mi ich najszlachetniejsze odmiany, albo nie ma smaku, albo, co też możliwe, złapałem już francuskiego wirusa, bo smakowało mi.

Niezależnie jednak od kwestii smakowych, to bardzo miły akcent wciąż żywego konserwatyzmu kulinarnego, który ocalił resztki sezonowości i lokalności. To dzięki takim małym, a czasem niewygodnym, nieopłacalnym tradycjom, nie straciliśmy do reszty orientacji w zglobalizowanej i zsynchronizowanej czasoprzestrzeni. Na zdrowie!

Tegoroczny plakat reklamowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s