Odmierzanie, smakowanie…

Istnieje niejeden sposób odmierzania czasu. Kalendarze i minutniki odłóżmy przy tym na bok, jako nazbyt banalne. Można ryć kolejne kreski na palmie kokosowej czy kamieniu celi (jeśli akurat ma się na podorędziu aluminiową łyżkę), a z braku laku – na drzwiach lodówki. Można szacować ocalałe fragmenty biurka (lub podłogi) nie pokryte jeszcze kartkami z przeznaczeniem „pilne”. Albo książki na szafce nocnej, które właśnie zacząłem czytać i kiedyś skończę. Można sprawdzać objętość brudnej bielizny czekającej w koszu do prania albo przeciwnie: kalkulować zapasy skarpetek, odwlekające nadchodzący nieubłaganie D-day: Wielkie Pranie. Ostatnio odkryłem zupełnie nowe narzędzie do rachuby czasu: serwetki.

Tak, tak: serwetki. Przy drzwiach do refektarza znajduje się specjalny regał, z półkami opisanymi numerami cel. Każdy przy wejściu podchodzi do swojej kasetki i zabiera płócienną serwetkę, służącą w czasie posiłku. Z reguły są złożone na trzy w jedną stronę, na trzy w drugą, a dalej już wedle życzenia. Można po prostu złożyć jeszcze na pół (lub na trzy) albo zwinąć. Niektórzy w tym celu wykorzystują mniej lub bardziej eleganckie obrączki. Są też i tacy, którym nie brak fantazji i, nie przejmując się zasadami składu, zawiązują serwetkę w zmyślny supeł.

Poniedziałek jest  dniem oczyszczenia (chyba, że personel kuchenny coś pomiesza). Stare serwetki trafiają do pralni i zaczyna się nowe. Z każdym dniem przybywa plam, kresek, kropek, zabrudzeń, zagnieceń. Cała sztuka by jednocześnie serwetka spełniała swoją funkcję, a z drugiej strony zachowała do końca tygodnia minimum walorów estetycznych. Pomocne może okazać się odkrycie bogactwa możliwości, jakie daje umiejętne jej składanie. Tak aby ocalić choćby wierzchnią stronę materiału.

Dla co bardziej dociekliwego badacza porządnie oznaczona serwetka może okazać się cenną wskazówką co do klasztornego menu z danego tygodnia. Najpewniejszym trafem będą fioletowe plamki po winie, które razem z wodą podawane jest do obiadu i kolacji. Tu i ówdzie może pojawić się rysa sosu mięsnego lub vinegrette i parę kropek budyniu.

Powiedzieć, że posiłek stanowi centralny punkt francuskiego dnia to mało. Francuzi, jeden z najbardziej zmysłowych narodów świata, uczynili z jedzenia doznanie estetyczne w takim stopniu, że chyba w żadnym innym języku nie da się tego opisać. Oczywiście w klasztorze to wszystko odbywa się z właściwym umiarem, pozostaje jednak faktem, że obiad (na co większość pracujących Francuzów nie może sobie pozwolić) stanowi zaraz po mszy centralny punkt dnia.

Co jemy? Na początek jest zawsze przystawka/pierwsze danie na zimno. Są to z reguły świeże warzywa. Najczęściej będzie to sałatka, czasem jakaś wędlina albo awokado. Danie główne to po raz kolejny jakieś warzywo, mięso i (nie zawsze) ziemniaki, ryż, kasza lub makaron. Zdecydowanie je się tu o wiele więcej warzyw i owoców. Wbrew pozorom jedzenie samo w sobie jest proste. Jego sekret tkwi w pomysłowości podania. Wystarczy umiejętnie doprawić mięso albo podać niczym nie wyróżniające się serdelki na musie jabłkowym. Początkowo patrzyłem na to z niedowierzaniem. Potem… niebo w gębie. A przecież to takie proste.

Dwa razy w tygodniu (wtorek i piątek) zamiast mięsa jest ryba. Muszę z radością przyznać, że na nowo odkrywam tu, na jak wiele pomysłów można ją podać. Filet lub w całości, w warzywach gotowanych, podsmażanych, w zapiekance, risotto, z owocami morza, w cieście, w naleśniku, zapiekana, gotowana, na parze, z sosem, bez sosu… możliwości nie ma końca.

Po drugim daniu zbieramy talerze, a na scenę… przepraszam: na stół wjeżdżają sery. Z reguły 2-3 do wyboru. To jest ten moment, kiedy nawet jeśli ktoś dotychczas wybierał wodę, nalewa sobie z karafki wino (lekkie, stołowe) – dla dobrego trawienia. Na koniec deser, na który najczęściej składają się owoce: całe lub w formie sałatki, czasem jogurt, budyń, rzadziej: kawałek tarty. Po takim posiłku czuję się zarówno najedzony jak i lekki. Epilog należy do kawy, którą popijamy piętro wyżej, dając sobie jeszcze jakiś kwadrans na swobodną rozmowę.

„Jeszcze” – ponieważ, jeśli pierwsze miejsce w czasie posiłku należy do zmysłu smaku i ew. zapachu, drugie zajmuje konwersacja. Jako że bardzo wielu z nas pracuje na zewnątrz, jest to obok kaplicy jedyne miejsce, gdzie mamy okazję spotkać się z większością braci. Wszystko jest tak zorganizowane, aby temu spotkaniu służyć. Na przykład genialnym pomysłem są stoliki pięcioosobowe. Choćby było nas w refektarzu pięćdziesięciu, nie czuje się tłumu. Każdego przy stole ma się w zasięgu wzroku oraz słuchu (choć ze względu na wysoką średnią wieku we wspólnocie zwłaszcza to drugie trzeba by chyba ująć w cudzysłów). To znakomita okazja, żeby się poznać, dowiedzieć, czym ktoś akurat żyje, poznać aktualności z kraju i Kościoła oraz podzielić się swoimi spostrzeżeniami lub wątpliwościami.

Kolacja przebiega w mniej zobowiązujący sposób. Nie ma jednej godziny. Każdy przychodzi, kiedy może. Z reguły kogoś się spotka i czasem będzie to taki brat, na którego w żadnym innym wypadku bym nie trafił. Do jedzenia jest z reguły to, co zostało z poprzedniego dnia, a jeśli tego jest za mało, jakieś dodatkowe danie na ciepło. Obowiązkowo pojawia się też zupa. Moim odkryciem jest zupa kasztanowa, której przepis postaram się zdobyć i opublikować.

A na razie bywajcie! Idę sprawdzić stan mojej serwetki.

2 uwagi do wpisu “Odmierzanie, smakowanie…

  1. dla porównania uwspółcześniony przepis z Cwierczakowiczowej
    • 250 – 300 g kasztanów jadalnych
    • seler naciowy (kawałek)
    • 30 g masła, 3 łyżki śmietany, 1 l bulionu
    • grzanki z pokrojonego w kostkę chleba,
    • sól
    Kasztany naciąć na krzyż, zrumienić na patelni, zdjąć łupinkę. Następnie gotować w wodzie przez minimum 10 min., odcedzić, obrać z brązowej skórki. Przygotowane kasztany wraz z selerem zalać bulionem i gotować ok. 1 godz. Potem zmiksować, wymieszać z masłem i śmietaną. Podawać z grzankami. Grzanek nie można wrzucić wcześniej. Grzanki należy podać w osobnym naczyniu, aby w zupie były chrupiące
    Ciekawam różnic…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s