Bardzo zadowolony pies

Dziś rano przywitało mnie słońce i niesamowite czytanie z Kazania św. Bernarda (zawsze mnie fascynuje, jak po kilku latach słuchania tych samych słów, wciąż na nowo coś w nich odkrywam). Zobaczcie zresztą sami:

„Kościół pierworodnych” chce nas przyjąć, a nas to niewiele obchodzi, pragną nas spotkać święci, my zaś nie zważamy na to, oczekują nas sprawiedliwi, a my się ociągamy.

Oj, święty Bernardzie, jeśli chcesz wiedzieć, to przez te kilka wieków nic się nie zmieniło! Tak sobie czasem myślę, że tym co nas najbardziej odciąga od Boga, jest wymyślanie sobie problemów. Nie chodzi mi o prawdziwe trudności. One były, są i będą. I, choć to może niepopularne, co napiszę, trzeba je mężnie znosić. Tak mnie przynajmniej wychowano – a przykładów w rodzinie miałem aż nadto. Tego też starałem się uczyć w duszpasterstwie. Jeśli coś jest nie tak, zobacz najpierw, czy możesz sam coś z tym zrobić (co znaczy również: poprosić o pomoc). A z czym nie możesz sobie poradzić, to staraj się mężnie znosić.

Ktoś mógłby wprawdzie złożyć weto: a co z sytuacjami granicznymi? Gdy nic nie da się poradzić, a okrucieństwem byłoby kazać komuś to mężnie przetrzymać. Doprecyzuję zatem: dzielę się własną (rodzinną) maksymą życiową. Innych nie oceniam i nie przymuszam. Jak dotąd, oszczędzono mi naprawdę ciężkich sytuacji. Mogę więc podeprzeć się doświadczeniem rodzinnym oraz pytaniem: jeśli nie męstwo, to co?

Inna sprawa to to, kto i jak wyznacza te granice. I, wracając do pierwszej myśli, czy nie nazbyt wiele sami sztucznie się ograniczamy, może i dla bezpieczeństwa, które jednak okazuje się bezpieczeństwem ciasnego lochu.

Skoro już o lochach mowa, to przynajmniej z wpisów na Facebooku wnioskować można, że po raz kolejny przetoczyła się przez Polskę wielka bitwa o Halloween vel Holly Wins. (W tym temacie polecam felieton Karola Wilczyńskiego).

A co w Paryżu na to? Po pierwsze rozczarowałem się, bo rzeczywiście i tu ta tradycja zaczyna się powoli zadomawiać. Przede wszystkim w pubach – jako pretekst do przyciągnięcia klientów na imprezę-w-stylu-x. Raz w autobusie widziałem dziewczynkę w spiczastym kapeluszu. I tyle tego.

IMG_0047

Dlaczego rozczarowałem się? Bo oznacza to, że francuska duma coraz mniej jest gwarantem tożsamości kulturowej (vide przysłowiowa niechęć Francuzów do amerykańskiego stylu życia). I choć może w kwestiach politycznych wciąż wygodnie jest Francuzom dystansować się od kolejnych interwencji zbrojnych Stanów Zjednoczonych, to w życiu codziennym w coraz to nowych przestrzeniach zadomawia się kicz zza oceanu.

Tu konieczne jest ważne zastrzeżenie. Moje słowa nie są postulatem kulturowego izolacjonizmu. W końcu jednym z najważniejszych źródeł kultury są twórcze spotkania i wymiany, które decydują o jej żywotności. (Trochę jak z wirusem – tak długo trwa, jak długo się mutuje.) I właśnie w obronie tych twórczych spotkań piszę powyższe słowa. Spotkań, które nie polegają na kopiowaniu, ale na aktywnej adaptacji. „Drugi” nie przynosi mi gotowej odpowiedzi, którą starannie kopiuję do zeszytu. Raczej zadaje pytanie. To ja muszę na nie odpowiedzieć. I w ten sposób się rozwijam. Bo koniec końców nie wracam ani do siebie, ani do niego, ale idę na przód. Jeśli coś stoi tu na przeszkodzie, to z równą mocą naiwny izolacjonizm, co naiwne kopiowanie.

Wróćmy jednak na ziemię. Było „po pierwsze”, czas na „po drugie”.

Muszę przyznać, że rozstrzygający głos w kwestii Halloween zabrał sam Paryż. Od kilku dni mamy przepiękną pogodę. Ponieważ akurat wypadł tydzień jesiennych ferii, nawet jeśli mam do załatwienia coś w innej dzielnicy, pozwalam sobie na luksus niekorzystania z metra. Snuję się ulicami. Bez planu zwiedzenia, bez brzemienia aparatu (przepraszam!). Rano, w południe czy wieczorem. Czy to Montparnasse, czy okolice Opery czy moje ukochane Marais. Co jakiś czas mijam jakiś pub udekorowany sztucznymi pajęczynami. I wiecie co? Przegrywają ze słońcem. Nie wyrabiają.

Tego też wszystkim życzę z okazji dzisiejszej uroczystości. Słońca! Co by popróbowało się z Waszymi trudnościami, problemami, przeszkodami. Kto wie, może niektóre z nich przybledną? Tego Słońca, za którego symbolem kryje się Chrystus. I tego zwyczajnego, którym lubi się posługiwać. Może i Was zaprowadzi w podobny, zapomniany zaułek, w którym czeka taki o to bardzo zadowolony pies:

IMG_0048

2 uwagi do wpisu “Bardzo zadowolony pies

  1. I tak oto Twoje życzenia się spełniają, właśnie za poznańskimi oknami piękne słońce! I faktycznie wczorajsze „problemy” są już trochę bledsze. Dzięki za dobre słowo padre! M.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s