Normalnie

Dziś po południu czeka mnie inauguracja roku akademickiego. Warto by więc napisać coś więcej o mojej szkole.

Zazwyczaj, kiedy Polacy myślą o studiach w Paryżu, kojarzą je z Sorboną. I już w tym miejscu pojawia się problem, bo w zasadzie nigdy nie istniało coś takiego jak uniwersytet-Sorbona. Na początku tą nazwą określano jedno z kolegiów, składających się na Uniwersytet Paryski. (To jego właściwa nazwa!) Sorbona to była jego część, nawiasem mówiąc, specjalizująca się pierwotnie w teologii. W XVII wieku absolwent kolegium sorbońskiego, kardynał Richelieu zbudował mu nową siedzibę – tę charakterystyczną z wielkimi audytoriami, „teatrami”, którą znamy z filmów. Od tego czasu popularnie o całym uniwersytecie zwykło się mówić Sorbona.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Plac Sorbony z charakterystyczną kaplicą. W środku grobowiec Richelieu.

To też jednak nie jest już aktualne, ponieważ od 1970 roku nie istnieje coś takiego jak jeden Uniwersytet Paryski. Po fali protestów sławnego roku 68, podzielono go na 13 mniejszych uczelni. Z reguły podział przebiegał według wydziałów, choć nie zawsze. Później tworzono też nowe jednostki, tak że choć niektóre uczelnie specjalizują się w określonych dziedzinach, nie mają na nie wyłączności. I tak na przykład filozofię najlepiej studiować na Paris I lub Paris IV. Sorbona funkcjonuje dziś już tylko na określenie budynków, w których odbywa się część zajęć (Paris I, III i IV zachowały ją jako część nazwy), no i oczywiście w świadomości obcokrajowców.

Tyle o Sorbonie. No może jeszcze jedno: nie będę tam studiował. Nie tylko dlatego, że formalnie taka uczelnia nie istnieje, ale dlatego, że wcale nie jest jedyną w Paryżu. Są jeszcze grandes écoles  – wielkie szkoły.

W tym miejscu napotykamy na kolejną specyfikę francuskiego systemu szkolnictwa wyższego, nie pierwszą i nie ostatnią. Studia we Francji odbywają się dwutorowo. Poza systemem uniwersyteckim, który za sprawą procesu bolońskiego jest w zasadzie identyczny jak w Polsce, istnieje ścieżka szkół. Są wśród nich uczelnie prywatne i publiczne – politechniki, szkoły administracyjne, ekonomiczne, wojskowe, rolnicze i écoles normales supérieures, z których najsłynniejsza mieści się niedaleko Panteonu, przy rue d’Ulm.

Czym się to, poza nazwą, różni od uniwersytetów? – Praktycznie wszystkim. O ile na uniwersytet może dostać się zasadniczo każdy po maturze (na niektórych wydziałach organizuje się konkurs świadectw), o tyle tutaj obowiązują egzaminy wstępne. Nic szczególnego? Niby tak. Tylko, żeby je zdać, trzeba wcześniej uczęszczać do tzw. klas przygotowawczych, organizowanych w najbardziej prestiżowych liceach. Po maturze, najczęściej na 2 lata wraca się do szkolnej ławki i studiuje w dzień i w nocy, aby wygrać wstęp do lepszego świata.

Tak, tak: Francuzi dzielą się na tych normalnych i normaliens (czyli absolwentów écoles normales). To oczywiście gryzie się z wygrawerowanym na wszelkich budynkach państwowych hasłem: Liberté, Égalité, Fraternité i co jakiś czas w debacie publicznej powraca temat demokratyzacji szkół i otwarcia ich na mieszkańców przysłowiowych przedmieść. Rząd proponuje na przykład program wyrównania szans, felietoniści mają o czym pisać przez jakieś 2 tygodnie, ktoś może nawet zorganizuje manifestację, a potem wszystko wraca do normy. No bo niby jak francuska duma mogłaby znieść to, żeby prestiżowa normale stała się czymś normalnym?

A nie jest normalna nie tylko z powodów klasowych. Nauka w niej trwa z reguły 4 lata, przy czym nikt tu nie stara się o tytuł magistra, ale dyplom ukończenia szkoły. Uczelnia bardzo długo opierała się dyktaturze europejskich norm. Zdobyto się jedynie na taki kompromis, że wreszcie określono, jak się ma program studiów do „bolońskich” stopni naukowych. Tak więc pierwszy rok jest ekwiwalentem licencjatu, kolejne dwa – studiów magisterskich, a ostatni to w zasadzie już studia doktoranckie. To dla urzędników z Brukseli i zdezorientowanych obcokrajowców. A dla Francuzów i tak się liczy, że nie jesteś normalny. Jesteś normalien.

No to skąd ja się tu wziąłem? Ano dzięki jeszcze jednemu ukłonowi w stronę europejskiego systemu szkolnictwa wyższego. Od jakiegoś czasu niektóre z wydziałów École Normale Supérieure we współpracy z innymi uczelniami oferują specjalistyczne 2-letnie studia magisterskie (przy czym, tak jak ja, można wskoczyć od razu na drugi rok). Wśród nich jest specjalizacja z filozofii współczesnej – w kooperacji z École des Hautes Études en Sciences Sociales (Wyższa Szkoła Studiów z Nauk Społecznych).

W taki właśnie sposób udało mi się bocznymi drzwiami wejść do sławetnej uczelni z rue d’Ulm. Po co? – Dla prestiżu? Koneksji? Sławy? Nic z tych rzeczy. Chodzi po prostu o nieco inny program studiów – nie tyle akademicki, co badawczy, jako przygotowanie do doktoratu. Dlatego zamiast na wykłady, będę chodził na nieliczne seminaria, a przede wszystkim pracował samodzielnie na wypracowane z opiekunem tematy. Dziś pierwsze spotkanie. Są więc duże szanse, że powoli moje życie z-normal-izuje się.

2 uwagi do wpisu “Normalnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s