Kapelan

Zabrzmi to jak banał – taki nietypowy, bo o niebalności: Pan Bóg prowadzi nas takimi torami, o które w życiu byśmy siebie nie podejrzewali. I nie chodzi mi o sam pobyt w Paryżu, o studia na jednej z najbardziej prestiżowych uczelni (o tym trochę więcej jutro), ale o to, że od wczoraj jestem kapelanem sióstr Nazaretanek.

Skąd to zdziwienie? A no bo jakoś tak się utarło, że kapelanami zostają starzy, doświadczeni księża. Bo i potrzeby duchowe na o wiele subtelniejszym poziomie i pewnie w obustronnej trosce o zachowanie ślubu czystości… A może czasem też z zupełnie innego powodu: gdy tę posługę traktuje się po macoszemu. Jesteś młody, zwinny, gibki, to do katechezy, na studia, rekolekcje, do duszpasterstwa, jak długo tylko uda ci się utrzymać na topie. A gdy już się wypalisz albo po prostu wreszcie, za łaską Bożą, lichość swą odkryjesz, to akurat trzeba kogoś posłać do sióstr. Omodlą cię, uświęcisz się. I jak liczne by nie były słabości twoje, co najmniej przez wstawiennictwo sióstr się zbawisz.

Od razu dopowiadam, że zdecydowanie bliżej mi tej pierwszej, pozytywnej interpretacji. Drugiej jestem świadomy i liczę, że odchodzi do przeszłości. Tak czy inaczej od wczoraj wstaję rano i idę 20-30 minut żwawym krokiem na rue Vaugirard. Mijam szpital wojskowy Val-de-Grâce, stację kolejki Port Royal (obok której przechodząc, trudno nie pomyśleć o Pascalu), skręcam z bulwaru w prawo i, zostawiając po prawej stronie Ogród Luksemburski, dochodzę do celu.

Dziś było trochę inaczej niż zwykle, ponieważ siostry świętowały rocznicę ślubów i z tej okazji msza odbyła się w kaplicy cudownego medalika przy rue du Bac. O samej kaplicy opowiem kiedy indziej. Dość, że jeśli ktoś ma obraz religijności Francuzów jako takiego przeintelektualizowanego, wysublimowanego zgłębiania teologii, to mocno się zdziwi. Spotka się tu z przeżywaniem wiary pełnym dewocji, pietyzmu, egzaltowanych gestów, postaw… Jednym słowem inna twarz francuskiego Kościoła i za pewne wcale nie ostatnia.

Jako ciekawostkę, w związku z cudownym medalikiem i dzisiejszym wspomnieniem aniołów stróżów, dzielę się tym, co zobaczyłem w jednej z witryn sklepowych. Zmierzając na rue du Bac, natknąłem się nie tylko na sklep firmowy renomowanej wytwórni płytowej Harmonia Mundi oraz kilka sklepów z niezłymi przecenami, ale taką też na przykład księgarnię ezoteryczną:

DSC_0201
Seria „Inicjacja”. Kuferek z 5 cudownymi medalikami ze świętymi zapewniającymi ochronę
DSC_0202
Z tej samej serii: Kuferek mocy magicznych. Aniołowie – Kiedy i jak ich przywoływać. W zestawie książka i karty do gry

Zostawiam to bez komentarza.

Wróćmy jednak do „moich” sióstr. Jest ich dwanaście, a wiekowo reprezentują po równo wszystkie pokolenia. Najstarsza, Marie-Louise jako młoda dziewczyna przyjechała do Paryża, „na służącą. Tutaj odkryła powołanie i wstąpiła do zakonu. Po wojnie stopniowo dołączały do niej siostry z Polski, tak że w końcu w klasztorze została już tylko jedna Francuzka, która nauczyła się polskiego. Mimo to, zgodnie ze zwyczajem zgromadzenia, liturgia odbywa się w języku miejscowym. Dziś Marie-Louise ma 102 lata i nieco podupadła już na zdrowiu. Jak dotąd nie miałem jeszcze okazji jest zobaczyć.

Spotkaliśmy się za to w 2010 roku, kiedy po raz pierwszy gościłem u sióstr, w drodze do Aumont Aubrac, gdzie z francuskimi współbraćmi przyjmowałem pielgrzymów na szlaku jakubowym. Na 2 dni przed wyjazdem do Francji okazało się, że nie mam gdzie przenocować w Paryża. Z pomocą przyszła mi wówczas moja śp. ciotka Krystyna, która skończyła liceum Nazaretanek w Warszawie. Jeden telefon i wszystko załatwione. Siostry przyjęły mnie w „domku ogrodnika” z tyłu wirydarza. Do dzisiaj uważam to za najlepsze lokum w Paryżu.

Trzy lata później odprawiłem u sióstr nieco spóźnioną mszę prymicyjną i bliżej poznałem obecną przyłożoną. Pół roku temu napisała do mnie, czy nie zgodziłbym się zostać ich kapelanem. Franciszkanin, który dotychczas pełnił tę funkcję, właśnie kończył studia i wracał do kraju, a miejscowi księża są rozchwytywani. I tak to się jakoś wszystko ułożyło. W sposób najmniej dla któregokolwiek z bohaterów tej historii oczekiwany. Marie-Louise opuściła Polskę, żeby zostać zakonnicą we francuskim klasztorze, który po kilkudziesięciu latach stał się de facto polski. Siostry są szczęśliwe, bo znalazły na najbliższe 4 lata kapelana. No a ja mam okazję odwdzięczyć się za ich otwartość, okazaną mi, gdy byłem w potrzebie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s